Myślę, że jak przylecę, będziesz już spać.
Zdrzemnę się w salonie, żeby cię nie budzić,
Przepakuję walizkę i znów na lotnisko —
Jeszcze zanim wstaniesz do pracy.
W samolocie z kieszeni każdego fotela wystaje
Czasopismo z twoim tekstem o Biennale w Wenecji,
Elegancki name-dropping dla jakichś
Nieprawdopodobnych, kosmicznych podróżnych w próżni idealnej,
Zdolnych docenić dekonstruktywistyczne tendencje
We wschodnioeuropejskim enwajronmencie.
Chciałbym cię teraz przytulić, ale jesteś tylko tekstem.
A wszystkich koneserów instalacji z juty i znawców
Konceptualnej modyfikacji ciała chciałbym wsadzić w te nowiutkie airbusy —
W których dla każdego przewidziano osobisty, świecący na zielono port USB,
Żeby nikt nie poczuł się pokrzywdzony — byleby tylko wszyscy oni
Odlecieli z tego miejsca, w którym jesteś, w którym mogę
spędzić najwyżej noc, byleby odlecieli stąd na piękną,
Bezludną wyspę, z nowym niebem
I nową ziemią, bez krwiopijcy na tronie i tych ciemniaków z jego świty,
Co nie nadają się nawet do uprawiania wprawnego złodziejstwa.
Tylko czym, mój Boże, będą się żywić ci wytworni ludzie,
Chyba że ni stąd ni zowąd wyłoni się płatna obsługa
Ze słomą sterczącą z butów, z asem w rękawie i Führerem w głowie.
Wtedy wszystko zacznie się od nowa.
Ta narracja wydaje się chyba zanadto immersyjna,
Chyba nie wydostaniemy się z tego pawilonu,
Naszego kuratora wezwali, bo pojawiły się nowe instrukcje —
Zmieniła się koncepcja, w końcu mają nas wsadzić
W Superjety krajowej produkcji.
Wiesz, chyba jednak zajrzę do ciebie w nocy,
Ponieważ ze wszystkich nurtów sztuki nam
Najważniejsza wydaje się sztuka przytulania bliskich we śnie.
Redakcja – Polina Kozerenko
Konsultacje językowe – Jana Karpienko, Agnieszka Sowińska