Wybierz wersję:

Musa

I

I

Qırq yılda bol arap sahrasın
Musa ep dolaşqan,
Öz halqınen birge Filistin
Yanına yañaşqan.

Mında tot kibi aldır qumlar,
Boş Moav dağları,
Artında ise ot-ormanlar
Ve Urdun yaqları.

Şu Moav deresin boşuna
İsrail yürmekte,
Bu yerni taşlamaq fikrini
Manasız körmekte.

Yıpranğan çadırlar içinde
Köçebe halq yuqlay,
Olarnıñ buğası, eşegi Kiyik
ot ep çaynay.

Em vade etilgen topraqlar,
Em sapfir, em zümrüt
Mına şu dağlarnıñ artında
Dep tükenmey ümüt.

O vade etilgen topraqlar
Aqqında peyğamber
Olarğa şu qırq yıl ep ayttı,
Lakin boş ep, meger.

Acayip bir vadiynen Urdun
Qırq yılda o qadar
Olarnı özüne ep çekti,
Sanki dersiñ mınar.

Halq coydı işançın ve dedi:
“Nebiler der yalan!
Sahrada ölecekmiz tezden!
Daa ne? Ve qaçan?”

Tükendi sabır, halq niyeti –
Azatlıq adına
Haberci yollamaq ve baqmaq
Totlı dağ artına.

Kün-künden Moavnıñ yarları
Yanğanda sıcaqta,
Çadırlar içinde İsrail
Yuquda yatmaqta.

Apaylar ep tike ve qozu
Etini pişire,
Buğalar, eşekler ot çaynap
Qarınnı şişire.

Kiçkene balalar da çölde
Oyunçaq ep qura:
Şeerler de, cenkler de yapa,
Bostanlar da tura.

Defalarca ana-babalar
Baş yorıp çekişti.
Özünden ep soraylar “Qaydan
Böyle zevq yetişti?

Çünki bilmedik biz o zevqnı,
Sahrada iç zevq yoq.
Peyğamber sözlerimi yoqsa
Qan-canğa attı oq?”

II

Bu qavim içinde tek birev
Çadırda yuqlamaz
Dertnen oy onı dağ artına
Uçurıp toqtamaz.

O Musa, o küçsiz bir dede,
Mında yoq o kibi
Soy-sopsuz, apaysız ve malsız
Unutılğan nebi.

Bar olğan er şeyni o berdi
Bir ğaye aşqına,
O yandı, ayındı, qıynandı,
Çalıştı eşqına.

Bir tufan kibi öz halqını
Misraim yaqına
Çekti ve saldı qullarnı
Azatlıq yoluna.

Canlarnıñ bir canı o olğan.
Olğan soñ da tezden
Eñ yüksek topege o çıqqan
İlhamdan ve zevqten.

Ve sınav künleri, canları
Zorluqtan keçkende,
O halqınen edi, insanlar
İmandan döngende.

Artıq öz sesini o coydı,
İlhamı tükendi
Ve ondan yaş olğan nesiller
Söz diñlemey endi.

O vade etilgen topraqlar
Olarğa bir masal
Mal eti tek ve yağnen penir
Olarğa bir hayal.

Baba ve dedeniñ Misraim
Yaqından çıqqanı
Olarğa köre, boştır, günah
Ve halqnıñ viranı.

Aviramnen Datan olarnı
Yönete bu künde,
Nebiniñ sözüne cevapnı
“Qoylar aç” dep bere.

Seferge çağırğan vaqıtta:
“Atqa yoq nalımız”,
Ğalebe ve şuret degende:
“Pek zayıf alımız”.

Em vade etkende topraqnı:
“Burası da pek hoş”.
Tañrınıñ emrini añğanda:
“Sen laf etme, sarhoş!”

Peyğamber olarğa Tañrınıñ
Ökesiñ ep ayttı,
Aviram allasız sözlerge
İç toqtamay qayttı.

İsrail qavimi toplaşıp
Baalğa şan bergen,
Sesi gür yañrağan şu Datan
Şay sesin kötergen:

“Özüni peyğamber kösterip,
Boş laflar söylegen
Ve halqqa Tañrıdan meramet
Ve ceza tilegen,

Halqını isyanğa çağırğan,
İslağa itegen
Ve virannen tolu dağlarnıñ
Artına ep çekken –

Bu nesil içün o bir deli,
Öz işinen batsın
Ve er kes oña tükürip
Beline taş atsın”.

 

Misraim” sözü “Mısır” sözüniñ negizidir.

Przekład powstał w ramach seminarium Tłumacze Bez Granic: edycja czarnomorska organizowanego przez Kolegium Europy Wschodniej w partnerstwie z Rozstajami. Przedsięwzięcie dofinansowane przez Centrum Dialogu im. Juliusza Mieroszewskiego oraz Gminę Wrocław.

 

Wybierz wersję:

Mojżesz

I

I
Сорок літ проблукавши Мойсей
По арабській пустині,
Наблизився з народом своїм
О межу к Палестині.

Тут ще піски й червоні як ржа
Голі скелі Моава.
Та за ним синіє Йордан
І діброви й мурава.

По моавських долинах марних
Ось Ізраіль кочує;
За ті голі верхи перейти
Він охоти не чує.

Під подертими шатрами спить
Кочовисько ледаче,
А воли та осли їх гризуть
Осети та бодяччя.

Що чудовий обіцяний край,
Що смараґди й сафіри
Вже ось-ось за горою блищать, —
З них ніхто не йме віри.

Сорок літ говорив їм пророк
Так велично та гарно
Про обіцяну ту вітчину,
І все пусто та марно.

Сорок літ сафіровий Йордан
І долина пречудна
Їх манили й гонили, немов
Фата-морґана злудна[1].

І зневірився люд і сказав:
„Набрехали пророки!
У пустині нам жить і вмирать!
Чого ще ждать? І доки?“

І покинули ждать і бажать
І десь рваться в простори,
Слать гонців і самим визирать
Поза ржавії гори.

День за днем по моавських ярах,
Поки спека діймає,
У дрантивих наметах своїх
Весь Ізраіль дрімає.

Лиш жінки їх прядуть та печуть
В грані[2] м’ясо козяче,
А воли та осли їх гризуть
Осети та бодяччя.

Та дрібна дітвора по степу
Дивні іграшки зводить:
То воює, мурує міста,
То городи городить.

І не раз напівсонні батьки
Головами хитають.
„Де набрались вони тих забав?“ —
Самі в себе питають.

„Адже в нас не видали того,
Не чували в пустині!
Чи пророцькі слова перейшли
В кров і душу дитині?“

II
Лиш один з-поміж цієї юрби
У шатрі не дрімає,
І на крилах думок і журби
Поза гори літає.

Це Мойсей, позабутий пророк,
Це дідусь слабосилий,
Що без роду, без стад і жінок
Сам стоїть край могили.

Все, що мав у життю, він віддав
Для одної ідеї,
І горів і яснів і страждав
І трудився для неї.

Із неволі в Міцраїм свій люд
Вирвав він, наче буря,
І на волю спровадив рабів
Із тіснин передмур’я.

Як душа їх душі підіймавсь
Він тоді многі рази
До найвищих, піднебних висот
І відхнення й екстази.

І на хвилях бурхливих їх душ
У дні проби і міри
Попадав він із ними не раз
У безодню зневіри.

Та тепер його голос зомлів
І погасло відхніння,
І не слухає вже його слів
Молоде покоління.

Ті слова про обіцяний край
Для їх слуху це казка;
М’ясо стад їх і масло і сир,
Це найвищая ласка.

Що з Міцраїм батьки і діди
Піднялись до походу,
На їх погляд це дурість і гріх
І руїна народу.

Серед них Авірон і Датан
Верховодять сьогодні;
На пророцькі слова їх одвіт:
„Наші кози голодні!“

І на поклик його у поход:
„Наші коні не куті.“
На обіцянки слави й побід:
„Там войовники люті.“

На принади нової землі:
„Нам і тут непогано.“
А на згадку про Божий наказ:
„Замовчи ти, помано!“

Та коли загрозив їм пророк
Новим гнівом Єгови,
То йому заказав Авірон
Богохульні промови.

А на зборі Ізрайля синів,
Честь віддавши Ваалу,
Голосистий Датан перепер
Ось якую ухвалу:

„Хто пророка із себе вдає
І говорить без зв’язку,
І обіцює темній юрбі
Божий гнів або ласку, —

„Хто до бунту посміє народ
Накликати, до зміни,
І манити за гори, настріть[1]
Кінцевої руїни, —

„Той на пострах безумцям усім
Між оцим поколінням
Хай опльований буде всіма
І побитий камінням.“

Mojżesz

&

 

I

Przebłąkawszy czterdzieście już lat
Przez arabskie pustynie,
Oto zbliżył się Mojżesz ze swym
Ludem ku Palestynie.

Same piaski, czerwone jak rdza
Nagie skały Moawy;
Tam hen wije się Jordan i gaj,
Zielenią się murawy.

Śród tych dolin moawskich ubogich
Lud hebrejski koczuje,
Lecz przejść za nagie szczyty tych gór
Żaden chęci nie czuje.

Pod starymi namiotami swymi
Śpią obdarte burłaki,
A ich woły i osły tam szczypią
Suche osty, bodiaki.

Że cudowna ziemia obiecana
W szmaragdowej odzieży
Tuż za górą już błyszczy świetlana,
— Zaden z ludzi nie wierzy.

Lat czterdzieście przemawiał im prorok
Górnolotnie, przyjemnie
— O tej im obiecanej ojczyźnie,
— Wszystko to nadaremnie.

Lat czterdzieście ten Jordan błękitny
I dolina przecudna
Ich wabiły, pędziły jak owa
Fata-morgana złudna.

Zniechęcony narzeka już lud:
„Nakłamali prorocy !
W tej pustyni nam żyć i umierać!
Dążyć niema już mocy.

I już zrzekli się dążeń i pragnień
Wzlotu gdzieś poza chmury,
Gońców słać i oglądać się wciąż
Poza rdzawe te góry.

Dzień za dniem po tych jarach moawskich,
Gdy skwar letni dopieka,
Do podartych namiotów swych spać
Lud hebrejski ucieka.

– Tylko żony ich przędą i pieką
Mięso w żarze ogniska,
A zaś woły i osły ich gryzą
suche osty, ścierniska,

Tylko dziatwa hebrejska po puszczy
Wciąż igrzyska wyprawia:
To ogrody zakłada, okopy,
Walczy, to miasta stawia.

A ojcowie półsenni nie raz
I głowami kiwają:
„Skąd do zabaw tych przyszła im myśl?
Sami siebie pytają.

„Przecie wzoru nie miały z nas dzieci,
W puszczy też nie słyszały!
Czy prorocze się słowa w ich krew
I w ich dusze dostały?

II

Tylko jeden samotny śród nich
– Nie zadrzemie w namiocie;
On na myśli swej skrzydłach i trosk
– Wciąż za góry mknie w locie.

Mojżesz to, prorok ich zapomniany,
Dziad bez władzy i siły,
Bez rodziny, bez stad i bez żon,
Starzec blizki mogiły.

– Wszystko, co w życiu tylko on miał,
Dał dla jednej idei:
Dla niej działał i cierpiał i płonął
W każdej życia kolei.

Z micraimskiej niewoli swój lud
Wyrwał on siłą burzy,
Niewolników na wolność on wiódł
Z ciasnych więzów przedmurzy.

Jako dusza ich duszy się wzniósł!
W górę on liczne razy
– Na wysokość najwyższych niebiosów,
– Wielkich natchnień, ekstazy,

I na falach wzburzonych ich dusz,
W chwilach prób, rozprzężenia,
Wpadał także wraz z nimi i on
W otchłań skarg i zwątpienia.

Ale osłabł już dziś jego głos
I przygasło natchnienie,
I nie słucha słów jego jak wprzód
Podrosłe pokolenie.

Dla nich baśnią już stał się i snem
Święty kraj Palestyny;
Masło, ser albo mięso ich stad,
To ideał jedyny.

Zdaniem ich było głupstwo i grzech
I ruina narodu,
Że z Micraim ojcowie ich ongiś
Ruszyli do pochodu.

Dziś Abiron i Datan wśród nich
Są powagi czcigodne.
Na głos wieszczy odpowiedź ich jest:
„Nasze koźlęta głodne!

Na wezwanie, by w pochód już iść:
„Konie nasze nie kute
A na wzmiankę zwycięztwa:
„Tam wróg miewa strzały zatrute

Na przynęty ziem nowych — ni rusz!
„Jest i ta w naszym guście!*
A na słowa o bożym nakazie:
„Milcz nareszcie, oszuście

A gdy prorok zagroził im wreszcie
Nowym gniewem Jehowy,
To Abiron zabronił mu ostro
Te bluźniercze przemowy.

A zwoławszy na zbór Izraela
I uczciwszy – Baala,
Głośny Datan za zgodą powszechną
Taki wyrok uchwala:

„Kto prorokiem tu mieni się być
I bez związku wciąż plecie,
Szerzy hasła wśród ciemnych tych mas

 

 

Że je gniew boży zmiecie,

— „I kto naród do buntu śmie zwać,
Nawoływać do zdrady,
Wabić ludzi za góry w ten kraj
Wprost w objęcia zagłady, —

„Ten na postrach szaleńcom przyszłości
Przed tem naszem plemieniem
Będzie oplwan przez wszystkich tu nas
I zabity kamieniem.

 

Tłum. Włodzimierz Kobryn

Zobacz inne utwory autora->
Zobacz inne utwory w tym języku->