Za węgłem nocy, gdzie blady świt
traktuje barwy trochę łaskawiej,
na prostą wyjdę, o, widzę Lidl,
a w Lidlu same zniżki wspaniałe.
– Metki nie zrywaj, weź cały schab,
w plastrach najlepszy – mówi sklepowy,
ten człowiek z mroźni niby też ssak,
a tasak ściska w skrwawionej dłoni.
Nuże w reklamę: – Wieprz? Żarcie bomba!
– lecz ja wybieram marskość wątroby,
wybiegam z Lidla i się rozglądam,
w ciemnościach mruga monopolowy.