Jak tłumaczyliśmy surżyk?

<

Podczas przekładu opowiadania “Ahmad” Andrija Bondara, którego dokonaliśmy razem z Walerym Butewiczem na potrzeby toku opowiadań „Cerebro”, natrafiliśmy na ciężki orzech do zgryzienia w postaci tłumaczenia dialogów w surżyku. Po tym niełatwym, ale i interesującym doświadczeniu, postanowiłem opisać je na łamach “Rozstajów”, by podzielić się z gronem praktyków tłumaczeń swoimi problemami i propozycjami ich rozwiązań. Być może, zebrane uwagi komuś się jeszcze przydadzą. 

Surżyk

Na początek przypomnijmy, czym jest surżyk. Wg Alexeja Sevruka, ukrainisty z Pragi jest on “przejawem nieskoordynowanego bilingwizmu, nieświadomego mieszania dwóch kodów językowych, przy ukraiński jako językowi substratu i rosyjskim jako językowi superstratu”. Autor przedstawił bardzo trafną analizę wykorzystania go w literaturze ukraińskiej. Badając przykłady jego zastosowania, Sevruk pisze między innymi, że “literacki surżyk jest wyraźnie stygmatyzacyjny. Wykorzystany język stygmatyzuje bohaterów, którzy nim się posługują, sytuacje, miejsca, w których je użyto”.

Jak pisze czeski badacz ““Literacki surżyk wykonuje funkcje (…) komiczną, charakteryzującą, restrykcyjną, subiektywizującą i, co istotne wartościującą. Wartości, które są skojarzone z surżykiem w literaturze, znajdują się w opozycji z wartościami, reprezentowanymi przez język ukraiński”. Sevruk dochodzi do wniosku, że surżyk w wielu dziełach ukraińskiej literatury służy, by stworzyć “stereotypowy opis Innego, prowadzony z pozycji dominacji i kulturowej przewagi”.

Cóż to oznacza w naszym przypadku? Wróćmy do tekstu Bondara. To opowiadanie “Ahmad” z tomu “Cerebro” opublikowanego przez Wydawnictwo Warstwy w przekładzie moim i Walerego Butewicza. W tym niezwykle barwnym i mocnym tekście, spotykamy intelektualistę-pisarza Andrija posługującego się czystą ukraińszczyzną i prostego szambiarza Andrija mówiącego (przynajmniej przez większość opowiadania) surżykiem. Analizując tekst, na początku wydawałoby się, że również tutaj surżyk będzie pełnił rolę tworzenia “parodystycznego obrazu osoby nieinteligentnej, będącej obiektem drwin” – jak pisze Sevruk.

Jednak dalszy ciąg akcji ujawnia nam nietypowość jednego z dwóch bohaterów opowiadania, wspomnianego szambiarza. Okazuje się, że wcale nie jest on prostym barbarzyńcą w ogrodzie (w dosłownym tego słowa znaczeniu, w ogrodzie daczy Andrija-pisarza). Staje się alter-ego, możliwą odsłoną Andrija nr 1, gdyby ten nie wszedł na drogę awansu społecznego. Podczas lektury zaczynamy rozumieć, że Andrij nr 2 przeprowadza swojego rodzaju psychoanalizę Andrija nr 1, wskazując traumy wiążące się z jego pochodzeniem, zerwaniem kontaktu z “zwykłym” człowiekiem, nieudanymi próbami powrotu do życia przodków. I na koniec standardowa hierarchia ulega zaburzeniu – to intelektualista jest zagubiony, a szambiarz okazuje się depozytariuszem prawdy o życiu.

Czytając opowiadanie, widzimy, że sposób wypowiedzi charakteryzujący obu bohaterów ich operowanie językiem, świadome lub nieświadome przechodzenie z jednego kodu na drugi, jest kluczowe dla całości opowiadania. Przeciwstawienie “surżyk” i “prawidłowy język ukraiński” budują to opowiadanie, nadając mu również barwności stylistycznej. Wszystko pięknie, tylko jak to przełożyć na język polski?

Istniejąca strategia

Najczęściej stosowaną w dotychczasowym dorobku translatorskim strategią jest tłumaczenie surżyku na wypowiedź w języku polskim z silnie obecnymi rusycyzmami. Dobrym przykładem tego jest tłumaczenie powieści Ołeksandra Irwancia “Riwne/Rowno”, autorstwa Natalii Bryżko-Zapór. Przywołajmy je, gdyż na podorędziu mamy analizę translatorską tekstu Jadwigi Skowron.

Przypomnijmy, że głównym tematem powieści jest przedstawienie alternatywnej historii ukraińskiego miasto Równe, które w powieści zostaje podzielone przez mur na dwie części i dwa organizmy państwowe, których przedstawiciele używają innych porządków językowych (surżyk/ukraiński), reprezentując inny poziom kultury, a nawet używający innych nazw miasta (co odzwierciedlono w tytule).

Tłumaczka musiała więc wnikliwie podejść do tłumaczenia surżyka. By tego dokonać, stosuje w polskim tekście, jak podsumowuje Skowron:

  • “rusycyzmy w warstwie leksykalnej
  • chwyt polegający na użyciu w bierniku rosyjskiej końcówki -u dla polskich rzeczowników i zaimków dzierżawczych rodzaju żeńskiego (wołgu, windu, swo-ju maszynu)
  • ,niepoprawne konstrukcje składniowe (my są upoważnieni),– wyrażenia potoczne (drałować).”

Rezultatem tego jest np. następująca wypowiedź rusyfikowanego Ukraińca:

“Halo! Katruszyn, to ty? Samczuk mówi. My na Strutyńskiej. Dawaj tu wołgu, do posledniej klatki. I windu włącz. Sztoby nam nie drałować pieszkom z ósmego etaża. U nas tut gość z zapadnego sektora. Jeszcze pomyśli, że u nas w Rownie windy nie rabotają. Dawaj! Za pięć minut wychodzimy (s. 33)”.

Podobne strategie stosowano w wielu innych tekstach tłumaczonych z surżyka, korzystając z tego, że, jak uważa Skowron: “konotacje dotyczące języka rosyjskiego w przestrzeni historycznej Polski i Ukrainy są w pewnej (choć nieznacznej) mierze podobne.” (s.117).

Jednak, w przypadku tłumaczonego przeze mnie i mojego kolegę tekstu, jak się wydaje, byłaby to strategia wyraźnie błędna. Dlaczego?

Wyobraźmy sobie wypowiedź pracownika fizycznego mówiącego nieporadnie po polsku, z dominującymi rusycyzmami, popełniającego błędy charakterystyczne dla rosyjskiej gramatyki. Dawniej być może moglibyśmy go postrzegać jako przedstawiciela klasy ludowej, człowieka niewykształconego. Dziś – gdy w Polsce pracują setki tysięcy pracowników fizycznych wychowanych w językowych realiach ukraińskich bądź rosyjskich – od razu rozpoznamy w nim migranta! W ten sposób zamiast prawdziwego reprezentanta narodu, człowieka “stąd”, otrzymujemy przybysza, który ocenia bohatera-intelektualistę z zupełnie innej perspektywy. I tekst wychodzi diametralnie inny.

Wróćmy więc do zaleceń Sevruka, który pisze:

“Jak tłumaczyć literaturę piękną, która zawiera w sobie surżyk, na języki, w których podobna formuła nie występuje? Kluczem do tego zadania są najpewniej funkcje, które wykonuje literacki surżyk w oryginalnym tekście. Odpowiednio określając, tą lub inną, dominującą funkcję kodu hybrydowego w oryginalnym dziele, tłumacz będzie mógł najbardziej dokładnie dobrać funkcjonalny ekwiwalent w języku oryginału.”

Analizując tekst Bondara, stwierdziliśmy, że, oczywiście, można w nim odnaleźć linię podziału “kultura ukraińska/kultura rosyjska”, która wymagałaby stylizacji wypowiedzi mocnymi rusycyzmami (tak jak w “Riwne/Rowno”). Ale w “Ahmadzie” znacznie ważniejsze wydaje się pęknięcie na linii intelektualista-naród. Tematyka ta czyni tekst dużo bardziej uniwersalnym, dzięki czemu może on wnieść więcej do polskiego dyskursu kulturowego niż tylko spory kulturowe między Ukraińcami a Rosjanami. Bo i u nas relacje elity-naród wydają się zupełnie nieprzepracowane. Dominującą funkcją surżyka jest tu więc oznaczenie bohatera jako zakorzenionego w codziennym życiu zwykłego człowieka, a niekoniecznie w kulturze rosyjskiej/sowieckiej.

Jaki był więc nasz pomysł? Andrij-szambiarz mówi u nas językiem prostego, nieprzebierającego w słowach, człowieka ulicy. Trochę dresiarskim, nieco agresywnym (bo i tekst zaczyna się od swojego rodzaju bezceremonialnego wkroczenia w życie Andrija-pisarza) ale i zabarwionym uliczną familiarnością, żartobliwością (nasz ulubiony zwrot “mordo/mordeczko”). Żeby nie ograniczać się do własnych wyobrażeń o wypowiedzi osoby z tzw. klasy ludowej posiłkowaliśmy się aktualnymi źródłami m.in. popularną kreskówką Blok Ekipa, tzw. pastami (internetowymi opowiadankami popularnymi na serwisie Wykop) czy też podpowiedziami przyjaciół.

Zaprezentujmy fragment takiej wypowiedzi:

“O to-to, o to idzie, ni chuja nie możemy zmienić, choć nie wiem, jakbyś się nie spinał, harował, wypruwał sobie żyły i zbierał wpierdole. Ni-chu-ja. Wszystko rozpisano już przed naszym przyjściem na świat, nie? Komuś inteligencikiem być, komuś gówno wozić. I jeszcze nie wiadomo, kurwa, co gorsze. Znaczy lepsze. Ha-ha-ha. Ja to chociaż robotę mam gównianą, ale życie to znam jak własną kieszeń i pogodziłem się z tym dawno. A ty, widzę, mordo, jeszcze życia nie czaisz. Widzę po oczach, żeś idealista, ale jakiego gatunku, to jeszcze nie ogarniam. Że motasz się, rzucasz, mózgownicą na życie zarabiasz i myślisz, że to komuś się nada, co robisz. A wszyscy to mają w dupie, koleś. Pomiędzy wami, inteligientami, a zwykłymi ludźmi – przepaść. Ot, a potrafisz objaśnić zwykłej babuszce na bazarze w kilku kurwa prostych zdaniach, teorię semiotyki Rolanda Barthesa?”

Od ukraińskiego kontekstu nie dało się jednak uciec. Nie chcieliśmy polonizować imion i miejsc występujących w tekście. Pozostał więc w nim Andrij, Mychajło Mychajłowycz, Lwów, Równe czy Połtawa. Problem pojawił się w momencie, gdy Andrij nr 2 świadomie, dla zabawy z Andrijem-pisarzem przechodzi z surżyku do czystego ukraińskiego, pokazując, że być może, tylko wciela się w swoją rolę, do spełnienia swojej funkcji psychoanalityka. Moment, gdy szambiarz zdradza, że jest świadomy swojej wypowiedzi, zasygnalizowaliśmy sformułowaniem:  “klnę jak szewc, gadam jak dres bez szkoły” choć w dosłownym przekładzie “mówię okropnym surżykiem”. Pozostawienie tu “surżyku” i wytłumaczenie w przypisie, czym jest tenże surżyk, jak sądziliśmy, spowodowałoby więcej pytań niż odpowiedzi u czytelnika i mogłoby go mocno wybić z rytmu.

Wiedzieliśmy jednak, że część z naszych czytelników będzie świadoma sytuacji językowej na Ukrainie. Dla nich, jako smaczek, zostawiliśmy rusycyzmy, jednak na tyle wchłonięte już przez język polski, że nieburzące rytmu wypowiedzi, możliwe do użycia przez zwykłego Polaka jak: “katorga”, “babuszka”, “w trymiga”,“w piździec”, “toczka w toczkę”,  “na abarot”, “czaj” czy “bukwy”. Nie są intensywne, by nie zdominowały tekstu.

Pozostały też aluzje kulturowe, choć dość rzadkie, które w tekście Bondara odsyłają do kultury sowieckiej lub rosyjskiej. Bohater miał być z tych, co “żonglują przysłowiami, sprośnymi powiedzonkami, cytatami i słówkami z rosyjskich seriali i sowieckich filmów, rzucając przy tym mięsem”. Na polonizację aluzji nie zdecydowaliśmy (choć taka strategia istnieje, w “Dwunastu okręgach” J.Andruchowycza K.Kotyńska przekłada np. fragment pop-piosenki “s moria duł, vietier s moria duł” tłuczącej się w głowie striptizerki, jako “orła cień, orła cień, orła cień”). Postanowiliśmy jednak utrzymać odniesienia do kontekstu rosyjskiego, np. cytowany przez Andrija-szambiarza wiersz Iwana Mołczanowa “Было дело под Полтавой” pozostało w zbliżonym wariancie, dodając doń delikatne wyjaśnienie narratora, że Andrij-szambiarz w odpowiedzi “nuci bojową rosyjską pieśń” W innym miejscu zgodnie z duchem tekstu umieściliśmy postać Stirlitza – jasno wywodzącego się z kultury sowieckiej, ale rozpoznawalnego do dziś przez Polaków dzięki serii dowcipów.

W ten też sposób udało nam się, jak uważam, zachować płynność i barwność wypowiedzi w języku polskim i nadać im właściwą funkcję, a przy tym nie odseparować się od kontekstu dzieła. Całość książki Andrija Bondara ukaże się pod koniec 2020 roku i będzie można tam sprawdzić, na ile się to udało. Z pewnością, jak pisał cytowany na początku Sewruk, każdy sposób wykorzystania surżyku wymaga właściwego sobie podejścia, ale być może, szersze opisanie naszego przypadku, przyda się komuś w przyszłości.


Zrealizowano w ramach programu stypendialnego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Kultura w sieci