{"id":2489,"date":"2021-04-08T16:15:37","date_gmt":"2021-04-08T14:15:37","guid":{"rendered":"https:\/\/rozstaje.art\/?p=2489"},"modified":"2021-04-15T15:20:50","modified_gmt":"2021-04-15T13:20:50","slug":"schronisko-wybrane-rozdzialy","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/rozstaje.art\/en\/schronisko-wybrane-rozdzialy\/","title":{"rendered":"Schronisko (wybrane rozdzia\u0142y)"},"content":{"rendered":"<h3><strong>Ciastka<\/strong><\/h3>\n<p>Dobieg\u0142 ko\u0144ca ulubiony program bezdomnych Qui veut gagner des millions, jadalnia zacz\u0119\u0142a pustosze\u0107. Zosta\u0142o z dziesi\u0119\u0107 os\u00f3b drzemi\u0105cych na krzes\u0142ach. Szefie, odezwa\u0142 si\u0119 nagle Boullay, nie zosta\u0142o nic z kolacji?<\/p>\n<p>Zajrza\u0142em do lod\u00f3wki, nic ciekawego: buraki i sur\u00f3wka z selera, kt\u00f3rych nikt nie chcia\u0142 je\u015b\u0107. Za to w dolnym pojemniku kry\u0142a si\u0119 reklam\u00f3wka zawi\u0105zana na supe\u0142. W \u015brodku by\u0142o tekturowe pude\u0142ko z czekoladowymi ciastkami.<\/p>\n<p>\u2013 S\u0105 buraki i seler \u2013 powiedzia\u0142em. Ale\u2026 \u2013 \u015bciszy\u0142em g\u0142os \u2013 co\u015b znalaz\u0142em. Niespodzianka.<\/p>\n<p>G\u0142owy podnios\u0142y si\u0119.<\/p>\n<p>\u2013 Ciastka. Czekoladowe!<\/p>\n<p>M\u0119tne oczy rozb\u0142ys\u0142y, jadalnia poja\u015bnia\u0142a. Postawi\u0142em otwarte pude\u0142ko na cynkowej ladzie.<\/p>\n<p>\u2013 Kto\u015b chce?<\/p>\n<p>Wychylili si\u0119 do przodu \u2013 jeszcze niepewni, jeszcze niewierz\u0105cy w\u0142asnemu szcz\u0119\u015bciu. Ciastka? I to czekoladowe? O tej porze? Jakim cudem nikt ich nie zjad\u0142?<\/p>\n<p>Zapad\u0142a uroczysta cisza, usta\u0142y pochrapywania i pochrz\u0105kiwania. Potem odezwa\u0142y si\u0119 g\u0142osy\u00a0\u2013 ciche, nie\u015bmia\u0142e, prosz\u0105ce: ja\u2026 ch\u0119tnie\u2026 a mo\u017cna\u2026 pewnie\u2026<\/p>\n<p>Pierwszy podni\u00f3s\u0142 si\u0119 Boullay \u2013 ten by\u0142 od razu godny, wyprostowany. Przecie\u017c gdyby nie on, nikt nie dowiedzia\u0142by si\u0119 o istnieniu skarbu. Podszed\u0142 do lady, wyci\u0105gn\u0105\u0142 r\u0119k\u0119. Tu opu\u015bci\u0142a go pewno\u015b\u0107\u00a0siebie. Nie nale\u017ca\u0142o jednak przesadza\u0107. Bo to mo\u017ce nie tyle niespodzianka, ile nagroda. Nale\u017cy na ni\u0105 zas\u0142u\u017cy\u0107, a nie pcha\u0107 si\u0119 jak zwykle, nie \u017c\u0105da\u0107, nie grozi\u0107. Zaro\u015bni\u0119ta twarz wykrzywi\u0142a si\u0119 w nieporadnym u\u015bmiechu. Prosz\u0119, powiedzia\u0142.<\/p>\n<p>Za nim poszed\u0142 Desgranges \u2013 te\u017c wpierw \u015bmia\u0142ym krokiem, na\u015bladuj\u0105c poprzednika, ale ju\u017c w po\u0142owie drogi skurczy\u0142 si\u0119, zacz\u0105\u0142 male\u0107 i kiedy doszed\u0142 do ciastek, by\u0142 nie wi\u0119kszy ni\u017c pi\u0119cioletni ch\u0142opczyk i musia\u0142 stan\u0105\u0107 na palcach, \u017ceby dosi\u0119gn\u0105\u0107 pude\u0142ka.<\/p>\n<p>Ruszyli pozostali: nieogoleni, brudni, cuchn\u0105cy, kulej\u0105cy, zgarbieni pod ci\u0119\u017carem rzeczywisto\u015bci, kt\u00f3r\u0105 roz\u015bwietli\u0142 nagle s\u0142oneczny promie\u0144. Wauters, Maloudji, Tiomkin, Bessari, Tranh, Pozner, Harkim, Bridel. Szli, wpatruj\u0105c si\u0119 w sufit, zerkaj\u0105c na boki, patrz\u0105c pod nogi. Stawiali ostro\u017cnie stopy, \u017ceby nie ha\u0142asowa\u0107, r\u0119ce trzymali za sob\u0105 albo w kieszeniach. Wielu, jak Desgranges, mala\u0142o w oczach.<\/p>\n<p>Potem odchodzili \u2013 ka\u017cdy z b\u0142yszcz\u0105cym czekoladow\u0105 tafelk\u0105 ciastkiem po\u0142o\u017conym na d\u0142oni. Nikt nie skosztowa\u0142, nie nadgryz\u0142, nie poliza\u0142. Przed\u0142u\u017cali magiczn\u0105 chwil\u0119 i znikali w boksach. Tam dopiero s\u0142odzili sobie ostatni\u0105 chwil\u0119 przed snem.<\/p>\n<p>Starczy\u0142o akurat dla wszystkich dziesi\u0119ciu obecnych w jadalni. Ale kto\u015b zauwa\u017cy\u0142, kto\u015b podejrza\u0142. O p\u00f3\u0142nocy zastuka\u0142 nie\u015bmia\u0142o do drzwi biura Monterano \u2013 wielki, czarny, awanturnik jakich ma\u0142o. S\u0142uchaj, powiedzia\u0142 cichym, prosz\u0105cym g\u0142osem, chcia\u0142em si\u0119 tylko spyta\u0107\u2026 no wiesz\u2026 mo\u017ce jeszcze\u2026 nie ma ju\u017c tych ciastek?<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<h3><strong>Lekarz<\/strong><\/h3>\n<p>Wszed\u0142 do biura energicznym krokiem, skin\u0105\u0142 g\u0142ow\u0105 na powitanie. U\u015bcisn\u0105\u0142 mi mocno d\u0142o\u0144, przysun\u0105\u0142 sobie krzes\u0142o, usiad\u0142, za\u0142o\u017cy\u0142 nog\u0119 na nog\u0119.<\/p>\n<p>\u2013 Doktor Bridel \u2013 przedstawi\u0142 si\u0119.<\/p>\n<p>Twarz mia\u0142 g\u0142adko ogolon\u0105, siwiej\u0105ce na skroniach w\u0142osy starannie zaczesane do ty\u0142u, na nosie okr\u0105g\u0142e okularki w srebrnych oprawkach. Ubrany by\u0142 porz\u0105dnie: marynarka z angielskiego tweedu, czysta, wyprasowana koszula niestrz\u0119pi\u0105ca si\u0119 przy mankietach ani przy ko\u0142nierzyku, w\u0142oskie zamszowe p\u00f3\u0142buty. Szare oczy patrzy\u0142y uwa\u017cnie, badawczo.<\/p>\n<p>\u2013 Jestem lekarzem \u2013 podkre\u015bli\u0142. \u2013 Przys\u0142ano mnie, bym zaj\u0105\u0142 si\u0119 niekt\u00f3rymi co trudniejszymi przypadkami. Chodzi o ludzi odmawiaj\u0105cych leczenia w zwyczajowym trybie. Razem z profesorem Spinettim \u2013 s\u0142ysza\u0142 pan oczywi\u015bcie o profesorze Spinettim, ordynatorze oddzia\u0142u neuropatologii w szpitalu Pompidou? \u2013 opracowali\u015bmy projekt terapii blisko\u015bci\u0105 jako wst\u0119pu do leczenia. Obecnie wcielamy go w \u017cycie. Czy m\u00f3g\u0142bym zadzwoni\u0107?<\/p>\n<p>\u2013 Prosz\u0119.<\/p>\n<p>Zmarszczy\u0142 brwi, podni\u00f3s\u0142 s\u0142uchawk\u0119, wystuka\u0142 numer. Potem cofn\u0105\u0142 si\u0119 z telefonem do ty\u0142u, naci\u0105gaj\u0105c sznur.<\/p>\n<p>\u2013 Laurence? Tu doktor Bridel. Mo\u017cesz mnie po\u0142\u0105czy\u0107 z doktorem Harveyem? Dzi\u0119kuj\u0119, czekam.<\/p>\n<p>U\u015bmiechn\u0105\u0142 si\u0119 do mnie przelotnie, za\u015bwista\u0142 przez z\u0119by kilka takt\u00f3w z Wilhelma Tella, wygra\u0142 rytm palcami na udzie. Zn\u00f3w spowa\u017cnia\u0142.<\/p>\n<p>\u2013 Claude? To ja.<\/p>\n<p>\u2013 \u2026<\/p>\n<p>\u2013 Niestety, nic nie uda\u0142o si\u0119 zrobi\u0107. Dali\u015bmy masywn\u0105 dawk\u0119 tetracykliny, ale by\u0142o ju\u017c za p\u00f3\u017ano. Krwotok wewn\u0119trzny.<\/p>\n<p>\u2013\u2026<\/p>\n<p>\u2013 Tak, umar\u0142 na stole. Czy mo\u017cesz zawiadomi\u0107 jego brata? Ja dzi\u015b jestem w terenie. No to na razie, do jutra u Steve\u2019a.<\/p>\n<p>Spojrza\u0142 na mnie.<\/p>\n<p>\u2013 O czym to m\u00f3wili\u015bmy? Ano tak: o tym, \u017ce moja misja zak\u0142ada anonimowo\u015b\u0107, wtopienie si\u0119 w t\u0142um. Prosz\u0119 wi\u0119c wpisa\u0107 dowolny zaw\u00f3d do kartoteki. Mo\u017ce by\u0107\u2026 inspektor podatkowy. Nie b\u0119dzie z tym problemu?<\/p>\n<p>\u2013 Nie. Nie jeste\u015bmy na policji.<\/p>\n<p>\u2013 No to \u015bwietnie. Sp\u0119dz\u0119 tutaj par\u0119 nocy. Jaki mam numer?<\/p>\n<p>\u2013 Numer?<\/p>\n<p>\u2013 No, numer \u0142\u00f3\u017cka.<\/p>\n<p>\u2013 Ach tak: dwadzie\u015bcia sze\u015b\u0107.<\/p>\n<p>Doktor Bridel natychmiast zabra\u0142 si\u0119 do roboty. Wyci\u0105gn\u0105\u0142 z teczki wielki notes i ruszy\u0142 na obch\u00f3d. Zatrzymywa\u0142 \u201epacjent\u00f3w\u201d na korytarzu, przysiada\u0142 si\u0119 do nich w jadalni, siada\u0142 na \u0142\u00f3\u017ckach, zadawa\u0142 pytania, notowa\u0142. Jego energiczne ruchy, pewno\u015b\u0107 siebie robi\u0142y wra\u017cenie; poza wszystkim \u2013 kt\u00f3\u017c nie lubi opowiada\u0107 o swoich dolegliwo\u015bciach?<\/p>\n<p>Ka\u017cdego wieczoru, ko\u0142o jedenastej, przychodzi\u0142 telefonowa\u0107 do biura. Najcz\u0119\u015bciej dzwoni\u0142 do doktora Harveya, czasem do profesora Spinettiego, do kt\u00f3rego zwraca\u0142 si\u0119 per Dominik. Rozmowy dotyczy\u0142y cz\u0119sto dziennej praktyki doktora Bridela, kt\u00f3ry, najwyra\u017aniej, przebywa\u0142 w miejscach, gdzie du\u017co operowano i cz\u0119sto umierano. Ofiarami byli sami m\u0119\u017cczy\u017ani, za ka\u017cdym razem nale\u017ca\u0142o zawiadomi\u0107 brata.<\/p>\n<p>Kt\u00f3rej\u015b nocy, po rozmowie z profesorem na temat nieudanej tracheotomii dziennikarza okre\u015blanego mianem H., doktor nie wyszed\u0142 od razu z biura, tylko wyci\u0105gn\u0105\u0142 papierosa i zacz\u0105\u0142 o sobie opowiada\u0107.<\/p>\n<p>\u2013 Jestem troch\u0119 neurologiem, ale robi\u0142em specjalizacj\u0119 z endokrynologii. Przez dwadzie\u015bcia pi\u0119\u0107 lat pracowa\u0142em w prefekturze. Na co si\u0119 tam nie napatrzy\u0142em! Kobiety w histerii, poronienia, pr\u00f3by samob\u00f3jcze. Tam nie by\u0142o \u017cart\u00f3w! Na szcz\u0119\u015bcie mam pewn\u0105 r\u0119k\u0119 i dobre oko: wystarczy mi raz spojrze\u0107 i ju\u017c stawiam diagnoz\u0119.<\/p>\n<p>Spojrza\u0142 na mnie uwa\u017cnie, podni\u00f3s\u0142 si\u0119.<\/p>\n<p>\u2013 Pan pozwoli?<\/p>\n<p>Nie czekaj\u0105c na odpowied\u017a, przy\u0142o\u017cy\u0142 mi palce wskazuj\u0105ce po obu stronach szyi.<\/p>\n<p>\u2013 Nie ma pan czasem k\u0142opot\u00f3w z tarczyc\u0105?<\/p>\n<p>\u2013 Ja? Nie mam.<\/p>\n<p>\u2013 Hm\u2026 dziwne. No wi\u0119c, co to ja m\u00f3wi\u0142em? Aha: trafi\u0142 mi si\u0119 bardzo interesuj\u0105cy przypadek: Philippe Duranton, trzydzie\u015bci siedem lat, \u0142\u00f3\u017cko numer dwadzie\u015bcia cztery. Zaraz ko\u0142o mojego. Uda\u0142o mi si\u0119 zdoby\u0107 jego zaufanie, mam wra\u017cenie, \u017ce jest mu ci\u0119\u017cko, \u017ce chce mi co\u015b wyzna\u0107. Czuj\u0119, \u017ce jestem niedaleko, blisko rozwi\u0105zania, mam taki feeling. Wie pan, dobry psycholog musi by\u0107 troch\u0119 po\u0142o\u017cnikiem, jak Sokrates.<\/p>\n<p>Philippe Duranton wcale nie wygl\u0105da\u0142 na cz\u0142owieka, kt\u00f3remu jaki\u015b szczeg\u00f3lny ci\u0119\u017car leg\u0142 na piersi. By\u0142 weso\u0142y, gadatliwy, \u0142atwowierny jak dziecko. Wierzy\u0142 we wszystko, co pisano w gazetach i pokazywano w telewizji. Je\u017adzi\u0142 po schronisku na wrotkach. Zbieram na prawdziwe Salomony, m\u00f3wi\u0142, wtedy wystartuj\u0119 w zawodach.<\/p>\n<p>Dziesi\u0105tego dnia Bridel pojawi\u0142 si\u0119 z ponur\u0105 min\u0105.<\/p>\n<p>\u2013 \u0179le, bardzo \u017ale. By\u0142em w szpitalu z Philippe\u2019em i tam dowiedzieli\u015bmy si\u0119\u2026 a\u017c trudno mi m\u00f3wi\u0107 \u2026<\/p>\n<p>\u2013 Ale co si\u0119 sta\u0142o?<\/p>\n<p>\u2013 Okaza\u0142o si\u0119, \u017ce ma AIDS. W tej chwili le\u017cy w \u0142\u00f3\u017cku i nie rusza si\u0119. Jest za\u0142amany, boj\u0119 si\u0119 o niego. Mam wra\u017cenie, \u017ce, przynajmniej w pocz\u0105tkowym okresie, trzeba go b\u0119dzie przestawi\u0107 na deroxat.<\/p>\n<p>\u2013 Przestawi\u0107?<\/p>\n<p>\u2013 Sugerowa\u0142em coaxil, ale to za s\u0142abe dla os\u00f3b ze sk\u0142onno\u015bciami maniakalno-depresyjnymi. Czy mog\u0119 zadzwoni\u0107?<\/p>\n<p>\u2013 Prosz\u0119.<\/p>\n<p>\u2013 Z doktorem Harveyem, tylko szybciutko.<\/p>\n<p>\u2013 Claude? To ja. S\u0142uchaj, mam tu pacjenta w ostrej depresji, waham si\u0119: temesta czy prozac. Co o tym my\u015blisz?<\/p>\n<p>\u2013 \u2026<\/p>\n<p>\u2013 Tak? Dobrze, spr\u00f3bujemy.<\/p>\n<p>Doktor Bridel od\u0142o\u017cy\u0142 s\u0142uchawk\u0119, pokiwa\u0142 g\u0142ow\u0105.<\/p>\n<p>\u2013 Jutro si\u0119 nim zajm\u0119. Teraz jest p\u00f3\u0142przytomny. No to id\u0119 spa\u0107, mia\u0142em ci\u0119\u017cki dzie\u0144.<\/p>\n<p>Z g\u0142\u0119bi schroniska dobieg\u0142 mnie ha\u0142as. Wyszed\u0142em z biura: korytarzem mkn\u0105\u0142 na wrotkach Philippe Duranton, wydaj\u0105c z siebie india\u0144skie okrzyki. Zatrzyma\u0142em go:<\/p>\n<p>\u2013 Mo\u017cesz do mnie zajrze\u0107 za pi\u0119\u0107 minut?<\/p>\n<p>\u2013 O co chodzi? \u2013 spyta\u0142 zadyszany, czerwony na twarzy Philippe, wje\u017cd\u017caj\u0105c do biura.<\/p>\n<p>\u2013 Siadaj. Powiedz: by\u0142e\u015b dzi\u015b w szpitalu?<\/p>\n<p>\u2013 Sk\u0105d wiesz? Aa, pewnie doktor ci powiedzia\u0142. Byli\u015bmy razem.<\/p>\n<p>\u2013 No i co? Wszystko w porz\u0105dku?<\/p>\n<p>\u2013 A co ma by\u0107? Nic si\u0119 nie zmieni\u0142o.<\/p>\n<p>\u2013 W por\u00f3wnaniu z czym?<\/p>\n<p>\u2013 W por\u00f3wnaniu z ostatnim badaniem.<\/p>\n<p>\u2013 Ale\u2026 przepraszam: co ci w\u0142a\u015bciwie jest?<\/p>\n<p>\u2013 Jak to co? Mam AIDS.<\/p>\n<p>\u2013 Od dawna?<\/p>\n<p>\u2013 Od o\u015bmiu lat.<\/p>\n<p>\u2013 Od o\u015bmiu lat?!<\/p>\n<p>\u2013 Lekarze nic z tego nie rozumiej\u0105, ale to nie moje zmartwienie. Wszystko jest w normie.<\/p>\n<p>\u2013 To znaczy, \u017ce dzi\u015b nic szczeg\u00f3lnego ci nie powiedzieli?<\/p>\n<p>\u2013 A co mi mieli powiedzie\u0107?<\/p>\n<p>\u2013 Nic, tak si\u0119 pytam.<\/p>\n<p>Duranton i doktor Bridel stali si\u0119 nieroz\u0142\u0105czn\u0105 par\u0105. Inni pacjenci przestali si\u0119 liczy\u0107. Co wiecz\u00f3r zostawali w opustosza\u0142ej jadalni i doktor robi\u0142 mu wyk\u0142ad \u2013 a to o zdrowym od\u017cywianiu, a to o relaksacji. O \u015brodkach antydepresyjnych nie by\u0142o ju\u017c mowy.<\/p>\n<p>Philippe zacz\u0105\u0142 kupowa\u0107 Bridelowi prezenty: papierosy, z czekolady, \u0142a\u0144cuszek na przegub z wygrawerowanym na blaszce imieniem lekarza: Auguste. Idylla trwa\u0142a tydzie\u0144, do soboty. W sobot\u0119 p\u00f3\u017anym wieczorem doktor Bridel przyszed\u0142 do biura blady, z podkr\u0105\u017conymi oczyma.<\/p>\n<p>\u2013 Co si\u0119 sta\u0142o? \u2013 spyta\u0142em.<\/p>\n<p>\u2013 Intrygi. Trudno w to uwierzy\u0107, ale nawet ludzie, kt\u00f3rzy zdawali si\u0119 by\u0107 poza zasi\u0119giem z\u0142a, daj\u0105 si\u0119 skusi\u0107. Doktor Bridel nie jest ju\u017c potrzebny. Chcia\u0142bym zadzwoni\u0107.<\/p>\n<p>\u2013 Prosz\u0119.<\/p>\n<p>\u2013 Profesor Spinetti? \u2013 pierwszy raz nie zwr\u00f3ci\u0142 si\u0119 do profesora po imieniu \u2013 tu doktor Bridel.<\/p>\n<p>\u2013 \u2026<\/p>\n<p>\u2013 Tak, o\u015bmielam si\u0119 dzwoni\u0107 o tej porze. O\u015bmielam si\u0119 te\u017c poinformowa\u0107 pana profesora, \u017ce nasz\u0105 wsp\u00f3\u0142prac\u0119 uwa\u017cam za nieby\u0142\u0105. \u017begnam.<\/p>\n<p>Od\u0142o\u017cy\u0142 s\u0142uchawk\u0119.<\/p>\n<p>\u2013 Komedia ludzka \u2013 powiedzia\u0142.<\/p>\n<p>Nast\u0119pnego dnia przyszed\u0142 do schroniska kompletnie pijany\u00a0. By\u0142 nieogolony, ubranie utyt\u0142ane mia\u0142 w b\u0142ocie, gdzie\u015b znikn\u0119\u0142y okulary. Usiad\u0142 ci\u0119\u017cko na kanapie na korytarzu i tak, zgarbiony, ze zwieszonymi ramionami, przesiedzia\u0142 do p\u00f3\u017ana w nocy. Philippe, kt\u00f3ry czeka\u0142 na niego w jadalni, wyszed\u0142 w ko\u0144cu na korytarz, przykucn\u0105\u0142 przed nim i zagadywa\u0142, ale bez skutku.<\/p>\n<p>Upadek doktora Bridela by\u0142 r\u00f3wnie niezrozumia\u0142y i nieoczekiwany jak jego wzlot. W ci\u0105gu paru dni wtopi\u0142 si\u0119 bez reszty \u2013 jak niegdy\u015b tego pragn\u0105\u0142 \u2013 w schroniskowy t\u0142um zaro\u015bni\u0119tych, cuchn\u0105cych, wiecznie nietrze\u017awych m\u0119\u017cczyzn. Gdzie\u015b podzia\u0142 si\u0119 krawat, mankiety i ko\u0142nierzyk koszuli wystrz\u0119pi\u0142y si\u0119, marynarka straci\u0142a form\u0119 i zacz\u0119\u0142a \u0142yska\u0107 plamami, buty si\u0119 rozlaz\u0142y. Paradowa\u0142 teraz po korytarzu w samych kalesonach \u2013 czekaj\u0105c, a\u017c wyschnie koszula, podstawiona na chwil\u0119 pod kran i rozwieszona na kaloryferze. Zacz\u0105\u0142 je\u015b\u0107 \u0142apczywie i \u017cebra\u0107 o dok\u0142adk\u0119. Philippe \u2013 zdradzony i porzucony \u2013 przychodzi\u0142 si\u0119 skar\u017cy\u0107: I to ma by\u0107 lekarz? To ma by\u0107 doktor? Kupowa\u0142em mu prezenty, dawa\u0142em fors\u0119\u2026<\/p>\n<p>Kt\u00f3rej\u015b nocy doktor Bridel za\u017cy\u0142 pot\u0119\u017cn\u0105 dawk\u0119 valium. Wezwali\u015bmy pogotowie i Auguste Bridel, pi\u0119\u0107dziesi\u0105t dwa lata, urodzony w Lyonie \u2013 jak wynika\u0142o z dowodu \u2013 odjecha\u0142 na sygnale do szpitala.<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<h3><a name=\"_Toc275768337\"><\/a><strong>Dom<\/strong><strong>\u00a0 <\/strong><\/h3>\n<p>Kiedy sko\u0144czy\u0142 si\u0119 kapry\u015bny kwiecie\u0144 i przysz\u0142y ciep\u0142e majowe dni, pod kasztanem zaroi\u0142o si\u0119. Pop\u0119kany asfalt pokry\u0142y tkaniny we wszystkich mo\u017cliwych kolorach: prze\u015bcierad\u0142a, koce, pledy, narzuty. Tak\u017ce i Idrissa przyni\u00f3s\u0142 sw\u00f3j pasiasty dywanik, roz\u0142o\u017cy\u0142 go, usiad\u0142 po turecku, wyj\u0105\u0142 z\u00a0kieszeni bluzy ma\u0142\u0105 fajeczk\u0119 i spowi\u0142 si\u0119 b\u0142\u0119kitnym dymem.<\/p>\n<p>Idrissa by\u0142 wysoki, chudy i ma\u0142om\u00f3wny. Na og\u00f3\u0142 s\u0142ucha\u0142, ale nie byle jak: na jego twarzy malowa\u0142o si\u0119 zawsze wielkie skupienie \u2013 nawet je\u015bli opowiadano sobie rzeczy najbardziej b\u0142ahe. Je\u015bli ju\u017c zaczyna\u0142 m\u00f3wi\u0107, nikt mu nie przerywa\u0142. Mimo m\u0142odego wieku Idrissa cieszy\u0142 si\u0119 wielkim szacunkiem. Opowiadano o nim, \u017ce zna zio\u0142a i zakl\u0119cia i \u017ce umie przepowiada\u0107 przysz\u0142o\u015b\u0107. M\u00f3wi\u0142 tak pi\u0119knie, \u017ce niekt\u00f3rzy uwa\u017cali go za griota<a href=\"#_ftn1\" name=\"_ftnref1\">[1]<\/a>.<\/p>\n<p>Mowa by\u0142a o snach. Czy ten sam sen mo\u017cna wy\u015bni\u0107 par\u0119 razy? Co ma zrobi\u0107 cz\u0142owiek, kt\u00f3rego nawiedzaj\u0105 te same sny?<\/p>\n<p>\u2013 Gdy trzy noce z\u00a0rz\u0119du wy\u015bnisz to samo, zwariujesz \u2013 powiedzia\u0142 Aziz. \u2013 Je\u015bli cztery \u2013 umrzesz. Druga noc jest ostrze\u017ceniem. Trzeba wtedy p\u00f3j\u015b\u0107 do marabuta i poprosi\u0107, by odczyni\u0142 z\u0142y urok.<\/p>\n<p>\u2013 A czy s\u0105 sny, kt\u00f3re przechodz\u0105 z\u00a0pokolenia na pokolenie? \u2013 spyta\u0142 Omar.<\/p>\n<p>Idrissa odj\u0105\u0142 fajk\u0119 od ust i wszyscy zamilkli.<\/p>\n<p>\u2013 M\u00f3j dziadek \u2013 zacz\u0105\u0142 \u2013 by\u0142 Imraguenem. Urodzi\u0142 si\u0119 i sp\u0119dzi\u0142 ca\u0142e \u017cycie w rybackiej wiosce na zachodzie Mauretanii. Wiecie, jak \u0142owi\u0142o si\u0119 tam ryby? Prosi\u0142o si\u0119 delfiny, a one nap\u0119dza\u0142y je do sieci. By\u0142o to w czasach, kiedy Nawakszut by\u0142o zagubionym na pustyni miasteczkiem, a szlak wiod\u0105cy do Nawazibu usypany by\u0142 z\u00a0piasku. Znali go tylko Tuaregowie, kt\u00f3rzy w\u0119drowali noc\u0105, szukaj\u0105c drogowskaz\u00f3w w\u015br\u00f3d gwiazd. Tuaregowie nikomu nie odmawiali pomocy, ale szli wolno \u2013 co niecierpliwsi ruszali wi\u0119c przed siebie sami i cz\u0119sto przepadali bez wie\u015bci. Dziadka podr\u00f3\u017ce po piasku nie n\u0119ci\u0142y \u2013 kocha\u0142 ocean i wr\u00f3\u017cy\u0142 z\u00a0piany morskiej. By\u0142 spokojnym, zgodliwym, szanuj\u0105cym tradycj\u0119 cz\u0142owiekiem. O\u017ceni\u0142 si\u0119, maj\u0105c trzydzie\u015bci lat i wkr\u00f3tce urodzi\u0142 mu si\u0119 syn: m\u00f3j ojciec. Wydawa\u0142o si\u0119, \u017ce \u017cycie dziadka biec b\u0119dzie stale prost\u0105 drog\u0105, ale sta\u0142o si\u0119 inaczej. Nawiedzi\u0142 go sen, kt\u00f3ry mia\u0142 zak\u0142\u00f3ci\u0107 spok\u00f3j ca\u0142ej rodziny.<\/p>\n<p>Idrissa zapali\u0142 fajk\u0119 i osnu\u0142 si\u0119 dymem. Po chwili podj\u0105\u0142 opowie\u015b\u0107.<\/p>\n<p>\u2013 W tym \u015bnie pojawi\u0142 si\u0119 dom \u2013 ale nie by\u0142 to zwyk\u0142y dom. W niczym nie przypomina\u0142 rybackich chat, jakie od wiek\u00f3w stawiano we wiosce. By\u0142 bardzo d\u0142ugi i niski, z\u00a0dziesi\u0119cioma pokojami w amfiladzie. Ostatni pok\u00f3j \u2013 przybud\u00f3wka \u2013 wznosi\u0142 si\u0119 na palach, a jego \u015bciany zbiega\u0142y si\u0119, zostawiaj\u0105c na ko\u0144cu szczelin\u0119, przez kt\u00f3r\u0105 wida\u0107 by\u0142o ocean. Wchodzi\u0142o si\u0119 do niego po schodkach. W tym \u015bnie dziadek siedzia\u0142 noc\u0105 na macie w ostatnim pokoju i patrzy\u0142 na rozgwie\u017cd\u017cone niebo i bia\u0142e grzywy fal. Wy\u015bni\u0142 go dwie noce pod rz\u0105d, opowiedzia\u0142 go \u017conie i wyruszy\u0142 o \u015bwicie w stron\u0119 Nawazibu, gdzie mia\u0142 zamiar zarobi\u0107 pieni\u0105dze na budow\u0119 domu. Po drodze z\u0142apa\u0142 go harmattan, burza piaskowa. Znale\u017ali go Tuaregowie \u2013 ju\u017c nie \u017cy\u0142. Moja babcia nic o snach dziadka nie wspomina\u0142a. M\u00f3j ojciec nie rusza\u0142 si\u0119 z\u00a0wioski, wyp\u0142ywa\u0142 na po\u0142owy i tak\u017ce wr\u00f3\u017cy\u0142 z\u00a0piany morskiej. Kiedy mia\u0142 trzydzie\u015bci lat, o\u017ceni\u0142 si\u0119 i wkr\u00f3tce urodzi\u0142 mu si\u0119 syn. Tym synem jestem ja. Nied\u0142ugo potem nawiedzi\u0142 go sen o domu z\u0142o\u017conym z\u00a0dziesi\u0119ciu pokoj\u00f3w w amfiladzie. Ostatni pok\u00f3j by\u0142 przybud\u00f3wk\u0105 wzniesion\u0105 na palach. Przez w\u0105skie okno wida\u0107 by\u0142o ocean i gwiazdy. Sen przy\u015bni\u0142 mu si\u0119 dwa razy. Ojciec opowiedzia\u0142 go \u017conie i powiedzia\u0142, \u017ce jedzie do Nawazibu, \u017ceby zarobi\u0107 na budow\u0119 domu. Opowiedzia\u0142 go te\u017c swojej matce, ale ta nie da\u0142a znaku, \u017ce ju\u017c go zna. W tym czasie dobiega\u0142a ju\u017c ko\u0144ca budowa asfaltowej drogi przez pustyni\u0119. Tuaregowie stali si\u0119 niepotrzebni i przenie\u015bli si\u0119 gdzie indziej. Tak to ojciec spokojnie dojecha\u0142 do celu. Znalaz\u0142 prac\u0119 w fabryce konserw, przez trzy lata \u017cy\u0142 o chlebie i wodzie i odk\u0142ada\u0142 ka\u017cdy grosz. Wr\u00f3ci\u0142 do wioski i zacz\u0105\u0142 stawia\u0107 dom, jakiego nikt jeszcze nie widzia\u0142. Pracowa\u0142 sam \u2013 w przerwach mi\u0119dzy wyprawami w morze. Ca\u0142e moje dzieci\u0144stwo up\u0142yn\u0119\u0142o pod znakiem budowy.<\/p>\n<p>Dom by\u0142 bardzo d\u0142ugi i niski; m\u0119\u017cczyzna normalnego wzrostu chodzi\u0142 w nim zgarbiony. Brakowa\u0142o ju\u017c tylko ostatniego pokoju \u2013 tego najwa\u017cniejszego, na palach. Ojciec wyp\u0142yn\u0105\u0142 wczesnym rankiem na po\u0142\u00f3w. Pogoda by\u0142a pi\u0119kna, ani jednej chmurki nad g\u0142ow\u0105. W po\u0142udnie niebo zacz\u0119\u0142o si\u0119 \u015bciemnia\u0107, zrobi\u0142o si\u0119 wpierw ciemnozielone, potem ca\u0142kiem czarne i przyszed\u0142 wiatr, jakiego nikt nie pami\u0119ta\u0142. Fale zrobi\u0142y si\u0119 wielkie jak g\u00f3ry, na wiosk\u0119 spad\u0142 huragan. Z\u00a0rybackich chat i z\u00a0nowego domu nic nie zosta\u0142o. Ojciec nigdy nie wr\u00f3ci\u0142.<\/p>\n<p>Idrissa zamilk\u0142 i zapatrzy\u0142 si\u0119 przed siebie. Za chwil\u0119 zn\u00f3w pop\u0142yn\u0119\u0142a opowie\u015b\u0107:<\/p>\n<p>\u2013 O\u017ceni\u0142em si\u0119, maj\u0105c trzydzie\u015bci lat. Wkr\u00f3tce urodzi\u0142 mi si\u0119 syn i nawiedzi\u0142 mnie dwukrotnie sen o d\u0142ugim domu z\u00a0dziesi\u0119cioma pokojami w amfiladzie. Opowiedzia\u0142em go \u017conie, matce i babci, kt\u00f3ra szykowa\u0142a si\u0119 ju\u017c na \u015bmier\u0107. To babcia powiedzia\u0142a mi, \u017ce wy\u015bni\u0142em sen ojca i dziadka. Pojecha\u0142em do Nawazibu, ale nie znalaz\u0142em pracy. Napisa\u0142em do kuzyna w Pary\u017cu \u2013 ten obieca\u0142 mi pom\u00f3c. Na razie nic z\u00a0tego nie wysz\u0142o, ale ja nie trac\u0119 cierpliwo\u015bci. M\u00f3j dziadek pierwszy zobaczy\u0142 dom we \u015bnie i przekaza\u0142 sen ojcu, kt\u00f3ry zbudowa\u0142 prawie ca\u0142y dom i mnie te\u017c obdarzy\u0142 snem. Teraz nadesz\u0142a moja kolej. Wiem, \u017ce zbuduj\u0119 dom do ko\u0144ca, si\u0105d\u0119 noc\u0105 na macie w ostatnim pokoju i spojrz\u0119 na gwiazdy i bia\u0142e grzywy fal.<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<h3><a name=\"_Toc275768339\"><\/a><strong>Czechow<\/strong><\/h3>\n<p>\u2013 Nu, ska\u017cy ty mienia, zaczem on\u2026 \u2013 tu Stiopa zamilk\u0142 i tylko r\u0119k\u0105 omi\u00f3t\u0142 sal\u0119 sypialn\u0105, na \u015brodku kt\u00f3rej m\u0142odzi m\u0119\u017cczy\u017ani przekazywali sobie z\u00a0r\u0105k do r\u0105k telefony kom\u00f3rkowe najrozmaitszych kolor\u00f3w i kszta\u0142t\u00f3w. Gestykulowali przy tym i krzyczeli niczym sprzedawcy na bazarze. W centrum owego roju tkwi\u0142, g\u00f3ruj\u0105c nad innymi wzrostem, milcz\u0105cy, nieruchomy brunet o oliwkowej cerze i czarnych, przepastnych oczach, w kt\u00f3rych nie pe\u0142ga\u0142o najmniejsze \u015bwiate\u0142ko.<\/p>\n<p>Hamisha wszyscy si\u0119 bali. Chodzi\u0142 powoli, m\u00f3wi\u0142 ma\u0142o \u2013 nikt nie wytrzymywa\u0142 jego spojrzenia bez dna. W schronisku nosi\u0142 nieodmiennie pasiaste koszule ze st\u00f3jk\u0105, kt\u00f3re zmienia\u0142 codziennie; swoje ubrania trzyma\u0142 w zepsutej lod\u00f3wce w biurze. W zasadzie nikt nie mia\u0142 prawa zostawia\u0107 swoich rzeczy w pomieszczeniach s\u0142u\u017cbowych, ale kto\u015b kiedy\u015b uleg\u0142 milcz\u0105cej, gro\u017anej pro\u015bbie Hamisza i tak ju\u017c zosta\u0142o.<\/p>\n<p>Stiopa mia\u0142 czterdzie\u015bci pi\u0119\u0107 lat, pochodzi\u0142 z\u00a0Riazania i od trzech miesi\u0119cy tu\u0142a\u0142 si\u0119 po schroniskach. Nie chcia\u0142 o sobie opowiada\u0107, ale tego wieczoru postanowi\u0142 otworzy\u0107 przede mn\u0105 serce \u2013 najwyra\u017aniej poruszony zaj\u015bciem, kt\u00f3re dopiero co mia\u0142o miejsce. Siedzieli\u015bmy na krzes\u0142ach, na korytarzu prowadz\u0105cym do sali. Wybi\u0142a ju\u017c p\u00f3\u0142noc, ale nikt nie mia\u0142 zamiaru si\u0119 k\u0142a\u015b\u0107. Trzeba by\u0142o wpierw sko\u0144czy\u0107 szacowanie kradzionych nokii, siemens\u00f3w, sagem\u00f3w czy ericsson\u00f3w.<\/p>\n<p>Paru nowych narzeka\u0142o i domaga\u0142o si\u0119 zgaszenia \u015bwiat\u0142a \u2013 jakby nie orientowali si\u0119, kto tu rz\u0105dzi! Zna\u0142em ju\u017c rytm sali i wiedzia\u0142em, \u017ce r\u00f3wno o pierwszej wszyscy rozejd\u0105 si\u0119 do \u0142\u00f3\u017cek i zapadnie cisza.<\/p>\n<p>Stiopa wygl\u0105da\u0142 jak Wasilij Szukszyn z\u00a0filmu Kalina czerwona; nawet marynark\u0119 nosi\u0142 podobn\u0105: czarn\u0105, sk\u00f3rzan\u0105. Oczy mia\u0142 jasnoniebieskie, pe\u0142ne zadumy.<\/p>\n<p>\u2013 Przysypia\u0142em ju\u017c \u2013 zacz\u0105\u0142 \u2013 a ten \u2013 tu \u015bciszy\u0142 g\u0142os do szeptu \u2013 podszed\u0142 do mojego \u0142\u00f3\u017cka i spu\u015bci\u0142 spodnie. Czy ja baba czy co? A oczy ma jak diabe\u0142.<\/p>\n<p>Z\u00a0prze\u0142adowanej lod\u00f3wki wypad\u0142y kiedy\u015b papiery Hamisza i rozsypa\u0142y si\u0119 po pod\u0142odze. Jeden z\u00a0nich by\u0142 wezwaniem na rozpraw\u0119 \u201eza publiczne obna\u017canie si\u0119 w Lasku Bulo\u0144skim\u201d.<\/p>\n<p>\u2013 Na co mi przysz\u0142o \u2013 ci\u0105gn\u0105\u0142 Stiopa. \u2013 Tak nisko upa\u015b\u0107\u2026<\/p>\n<p>\u2013 Co ty tu w\u0142a\u015bciwie robisz?<\/p>\n<p>\u2013 Opowiem ci. By\u0142em aktorem \u2013 i to niez\u0142ym aktorem: wyst\u0119powa\u0142em nawet i w Moskwie. Moja ostatnia rola to Astrow w Wujaszku Wani. To by\u0142o w Kijowie. Po premierze zebrali\u015bmy si\u0119 na lampk\u0119 wina i wtedy poca\u0142owa\u0142em zas\u0142u\u017con\u0105 artystk\u0119 sceny, Raiss\u0119 Pietrown\u0105, kt\u00f3ra gra\u0142a wdow\u0119 Wojnick\u0105. Poca\u0142owa\u0142em j\u0105 w policzek, po bratersku. Znali\u015bmy si\u0119 od lat i nigdy mi\u0119dzy nami nic nie by\u0142o. A zreszt\u0105: \u017conaty by\u0142em od dw\u00f3ch miesi\u0119cy, \u017con\u0119 mia\u0142em m\u0142odziutk\u0105 \u2013 i jak\u0105 pi\u0119kn\u0105! Gdzie mi tam w g\u0142owie by\u0142y romanse. Ale ta moja \u017cona zazdrosna by\u0142a nie do uwierzenia. Ledwo oderwa\u0142em usta od policzka Raissy, a Wiera \u2013 tak mia\u0142a na imi\u0119 \u2013 jak nie krzyknie, jak nie zaszlocha! I tak, p\u0142acz\u0105c, wybieg\u0142a w noc. Nie wiedzia\u0142em, co robi\u0107: dziennikarze czekaj\u0105, dyrektor teatru ci\u0105gnie mnie za r\u0119kaw. I wtedy Wo\u0142odia, m\u00f3j najlepszy przyjaciel, tak do mnie m\u00f3wi: Nie martw si\u0119, pobiegn\u0119 za ni\u0105, uspokoj\u0119, przyprowadz\u0119 z\u00a0powrotem. No i te\u017c wybieg\u0142 w noc. A potem wszystko wyzna\u0142 \u2013 jak na spowiedzi. Kiedy ja udziela\u0142em wywiadu miejscowej gazecie, Wo\u0142odia pobieg\u0142 nad rzek\u0119, bo domy\u015bli\u0142 si\u0119, \u017ce tam j\u0105 znajdzie. Tak te\u017c i by\u0142o: Wiera sta\u0142a na kamiennym nabrze\u017cu i pochyla\u0142a si\u0119 nad spienionym nurtem. Wo\u0142odia otoczy\u0142 j\u0105 ramieniem i poprowadzi\u0142 pod drzewo\u2026 nawet pami\u0119ta\u0142, \u017ce to by\u0142a topola! Usiedli, on wyci\u0105gn\u0105\u0142 chusteczk\u0119, otar\u0142 jej \u0142zy i zacz\u0105\u0142 j\u0105 pociesza\u0107. Tak j\u0105 pociesza\u0142, \u017ce kiedy wr\u00f3cili, nie by\u0142a ju\u017c moj\u0105 \u017con\u0105.<\/p>\n<p>Rozpi\u0142em si\u0119 od tego wszystkiego, zamkn\u0105\u0142em na cztery spusty w pokoju i \u015bwiata nie chcia\u0142em widzie\u0107. Tak min\u0105\u0142 chyba z\u00a0miesi\u0105c, wreszcie naszed\u0142 mnie dyrektor teatru i m\u00f3wi: bierz urlop, Stiopa, jed\u017a na Zach\u00f3d, do Francji. Tam rodacy ci pomog\u0105, \u015bwiat zobaczysz, kobiet\u0119 inn\u0105 spotkasz. Pojecha\u0142em; rodacy i owszem, ch\u0119tni do wypitki, ale \u017ceby pom\u00f3c\u2026 Sko\u0144czy\u0142y si\u0119 pieni\u0105dze, tak to wyl\u0105dowa\u0142em u ciebie.<\/p>\n<p>\u2013 No i co z tob\u0105 b\u0119dzie?<\/p>\n<p>\u2013 Poszed\u0142em do ambasady, obiecali po\u017cyczy\u0107 na powr\u00f3t. Ckni mi si\u0119. Wezm\u0119 gitar\u0119, rusz\u0119 przed siebie.<\/p>\n<p>Gdzie\u015b w dali zegar wybi\u0142 pierwsz\u0105. Roukni, kt\u00f3ry le\u017ca\u0142 ko\u0142o wy\u0142\u0105cznika, zgasi\u0142 \u015bwiat\u0142o i noc oblek\u0142a sal\u0119.<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<h3><a name=\"_Toc275768350\"><\/a><strong>Jaskinia<\/strong><\/h3>\n<p>Stycze\u0144 sku\u0142 ziemi\u0119 mrozem, spad\u0142 \u015bnieg, mi\u0119dzy domami hula\u0142 bezlitosny wiatr. \u017belazne \u0142awki parzy\u0142y, kamienne obr\u00f3ci\u0142y si\u0119 w lodowe bry\u0142y, drewniane okry\u0142y bia\u0142\u0105 skorup\u0105.<\/p>\n<p>W takich warunkach picie na zewn\u0105trz by\u0142o aktem odwagi, wyzwaniem rzuconym losowi. Ale jak wymkn\u0105\u0107 si\u0119 pokusie, kiedy spotyka si\u0119 starego przyjaciela, kiedy obok akurat jest sklep, a przed nim \u0142awka? Do metra daleko, ze schroniska wyrzuc\u0105 \u2013 a tu dusza boli, krzyczy, wyje!<\/p>\n<p>Ofiary takich spotka\u0144 pojawia\u0142y si\u0119 w dzienniku telewizyjnym: w Aulnay-sous-Bois znaleziono na ulicy dw\u00f3ch zamarzni\u0119tych m\u0119\u017cczyzn; tragiczny bilans zimowej nocy; lodowa \u015bmier\u0107 zn\u00f3w zbiera \u017cniwo\u2026<\/p>\n<p>Djorba by\u0142 na li\u015bcie Pogotowia do ko\u0144ca tygodnia, ale w czwartek ju\u017c si\u0119 nie pojawi\u0142. Nie wyr\u00f3\u017cnia\u0142 si\u0119 niczym szczeg\u00f3lnym: niedu\u017cy, niepozorny, zrz\u0119dliwy, nie bardzo by\u0142 lubiany i nie mia\u0142 bliskich przyjaci\u00f3\u0142. Pi\u0142 sam albo z\u00a0przygodnymi znajomymi. Ca\u0142e jego \u017cycie streszcza\u0142o si\u0119 w paru linijkach na karcie informacyjnej: wiek \u2013 trzydzie\u015bci jeden lat, miejsce urodzenia \u2013 Algier; kogo zawiadomi\u0107 w razie wypadku \u2013 uko\u015bnik.<\/p>\n<p>Mo\u017ce zreszt\u0105 by\u0142o inaczej? Mo\u017ce Djorba by\u0142 kiedy\u015b ksi\u0119ciem, \u015bpiewakiem operowym, mo\u017ce przepu\u015bci\u0142 sw\u0105 fortun\u0119 w kasynie? Zabi\u0142 wiaro\u0142omn\u0105 \u017con\u0119 i ucieka\u0142 przed wymiarem sprawiedliwo\u015bci? Jak ka\u017cdy, m\u00f3g\u0142 by\u0107 wszystkim albo niczym.<\/p>\n<p>Nikt wi\u0119c nie zwr\u00f3ci\u0142 uwagi na jego znikni\u0119cie, nikt si\u0119 nim nie przej\u0105\u0142. Nag\u0142e znikanie \u2013 jak i pojawianie si\u0119 \u2013 by\u0142y na porz\u0105dku dziennym. Ludzie rozp\u0142ywali si\u0119 jak dym, trafiali do szpitala: ofiary wypadk\u00f3w, b\u00f3jek, atak\u00f3w serca. Bywa\u0142y te\u017c i samob\u00f3jstwa. Tak sko\u0144czy\u0142 ze sob\u0105 Farouk, trzydziestopi\u0119cioletni Egipcjanin, przystojny m\u0119\u017cczyzna podaj\u0105cy si\u0119 za architekta. Rzuci\u0142 si\u0119 pod metro na stacji Chevaleret. Przynajmniej si\u0119 nie m\u0119czy\u0142 \u2013 zgin\u0105\u0142 na miejscu. Bouloudji, kt\u00f3ry skoczy\u0142 na szyny na Denfert, cierpia\u0142 jeszcze d\u0142ugo w szpitalu.<\/p>\n<p>W schroniskach szeptano o nich z\u00a0szacunkiem, nieraz prawie z\u00a0zazdro\u015bci\u0105: ten to potrafi\u0142\u2026 Cho\u0107 \u2013 oficjalnie \u2013 m\u00f3wi\u0142o si\u0119 co innego: los cz\u0142owieka zapisany jest w Ksi\u0119dze \u017bycia i nie nasz\u0105 spraw\u0105 jest do niej zagl\u0105da\u0107. A ju\u017c wyobra\u017ca\u0107 sobie, \u017ce mo\u017cna do niej wnie\u015b\u0107 poprawki \u2013 to wielki grzech!<\/p>\n<p>A\u017c nagle o Djorbie zacz\u0119to m\u00f3wi\u0107. Kto\u015b widzia\u0142 go siedz\u0105cego w nocy na \u0142awce na samych Champs Elys\u00e9es w towarzystwie dw\u00f3ch Polak\u00f3w \u2013 wszyscy byli ju\u017c sztywni; inny spotka\u0142 go na korytarzu szpitala Bichat \u2013 Djorba jecha\u0142 na w\u00f3zku inwalidzkim, amputowano mu obie nogi.<\/p>\n<p>Dwudziestego trzeciego lutego wywo\u0142a\u0142 mnie z\u00a0biura ha\u0142as. Nie by\u0142y to odg\u0142osy towarzysz\u0105ce bijatyce ani pijackie wymy\u015blania. Co\u015b jakby zawodzenie, zbiorowy j\u0119k p\u0142yn\u0105\u0142 korytarzem. Przy wej\u015bciu na schody wianuszek bezdomnych otacza\u0142 m\u0119\u017cczyzn\u0119 wspartego na kulach. Jego zapadni\u0119te policzki pokrywa\u0142 wielodniowy zarost, garbi\u0142 si\u0119 i nikn\u0105\u0142 w za du\u017cym p\u0142aszczu. Na g\u0142owie mia\u0142 czapk\u0119 z\u00a0pomponem. Wygl\u0105da\u0142 na skrajnie wycie\u0144czonego i tylko oczy p\u0142on\u0119\u0142y mu wilczym blaskiem \u2013 tak silnym, \u017ce przebija\u0142y spowijaj\u0105cy go p\u00f3\u0142mrok.<\/p>\n<p>M\u0119\u017cczyzna co\u015b opowiada\u0142. Wyrzuca\u0142 z\u00a0siebie gard\u0142owe onomatopeje, pomruki, zawodzenia, a otaczaj\u0105cy go ko\u0142ysali si\u0119 do taktu i komentowali opowie\u015b\u0107 za\u015bpiewem, charkotem, powarkiwaniem. Kula odrywa\u0142a si\u0119 od pod\u0142ogi, kre\u015bli\u0142a w powietrzu figury pozwalaj\u0105ce lepiej zrozumie\u0107 przebieg wydarze\u0144. Z\u00a0ciemno\u015bci wy\u0142oni\u0142a si\u0119 \u0142awka, na kt\u00f3rej t\u0119\u017ca\u0142o trzech przygodnych znajomych. Siedzieli pod ksi\u0119\u017cycem, ostatnim \u015bwiadkiem ich drogi przez m\u0119k\u0119; u ich st\u00f3p b\u0142yska\u0142a pusta butelka.<\/p>\n<p>\u015amier\u0107 uderzy\u0142a \u2013 tu kula przemieni\u0142a si\u0119 w kos\u0119 i zgromadzenie wyda\u0142o z\u00a0siebie skowyt \u2013 z\u00a0lewej i prawej strony; m\u0119\u017cczyzna o wilczym spojrzeniu prze\u017cy\u0142, amputowano mu tylko trzy palce u lewej stopy.<\/p>\n<p>Nad Grobowcem za\u015bwieci\u0142a gwiazda, uroczysta cisza spowi\u0142a zebranych. Nie codziennie kto\u015b wraca\u0142 z\u00a0otch\u0142ani.<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<h3><a name=\"_Toc275768352\"><\/a><strong>Rozstanie<\/strong><\/h3>\n<p>Maria Casunda De La Rosa by\u0142a pi\u0119kna. By\u0142a tak pi\u0119kna, \u017ce na jej widok m\u0119\u017cczy\u017ani opuszczali wzrok, by nie porazi\u0142o ich \u015bwiat\u0142o. Kiedy pr\u00f3bowali do niej przem\u00f3wi\u0107, s\u0142owa wi\u0119z\u0142y im w gardle, drewnia\u0142y na j\u0119zyku. Nikt wi\u0119c nie wiedzia\u0142, \u017ce w jej oczach mieszka l\u0119k.<\/p>\n<p>Zastuka\u0142a \u2013 najl\u017cej jak tylko mo\u017cna \u2013 do drzwi biura i zaraz stan\u0119\u0142a w ciemnym k\u0105cie. Ale nawet cie\u0144 nie przys\u0142oni\u0142 jej urody: si\u0119gaj\u0105ce pasa kruczoczarne w\u0142osy, w kt\u00f3rych ta\u0144czy\u0142y granatowe mikrob\u0142yski, czarne oczy migda\u0142owego kszta\u0142tu, karminowe usta stworzone do poca\u0142unk\u00f3w. Mia\u0142a na sobie czerwony p\u0142aszcz z\u00a0wielb\u0142\u0105dziej we\u0142ny, kt\u00f3rego po\u0142y otwiera\u0142 wydatny, spiczasty brzuch. Dopiero kiedy usiad\u0142a na krze\u015ble i wesz\u0142a w \u015bwietlny kr\u0105g lampy, zobaczy\u0142em, jak pe\u0142na jest przera\u017cenia. Jej francuszczyzna by\u0142a zabawna, punktowana za\u015bpiewami \u2013 Maria urodzi\u0142a si\u0119 i wychowa\u0142a na wyspie Sal, jednej z Wysp Zielonego Przyl\u0105dka, d\u0142ugo mieszka\u0142a w Lizbonie, ostatnie pi\u0119\u0107 lat sp\u0119dzi\u0142a w Pary\u017cu. Mia\u0142a dwadzie\u015bcia osiem lat.<\/p>\n<p>Po podw\u00f3rku biega\u0142y jej dzieci: pi\u0119cioletni Manoel i trzyletni Jorge; starszy by\u0142 kopi\u0105 matki, m\u0142odszy by\u0142 k\u0119dzierzawy i ciemnosk\u00f3ry. Ch\u0142opcy podbiegali do okna, przyklejali si\u0119 nosami do szyby i wymachiwali r\u0119kami, by zwr\u00f3ci\u0107 na siebie uwag\u0119, ale Maria patrzy\u0142a ponad ich g\u0142owami, ponad kasztanem, dachami dom\u00f3w i zagl\u0105da\u0142a w bezlitosne sine niebo, kt\u00f3re nie chcia\u0142o da\u0107 pocieszenia.<\/p>\n<p>\u2013 Mog\u0119 dosta\u0107 klucz od pokoju? \u2013 spyta\u0142a.<\/p>\n<p>\u2013 W drzwiach nie ma zamk\u00f3w. Ale tu jest spok\u00f3j: same rodziny i samotne kobiety.<\/p>\n<p>\u2013 To znaczy, \u017ce w nocy byle kto mo\u017ce wej\u015b\u0107 do pokoju? Ja musz\u0119 mie\u0107 klucz!<\/p>\n<p>Przypomnia\u0142a mi si\u0119 Senegalka, Charlotte Tonga \u2013 zamkni\u0119ta w sobie, przepe\u0142niona trwog\u0105, r\u00f3wnie\u017c pi\u0119kna. Pojawi\u0142a si\u0119 w schronisku poprzedniej nocy, tak\u017ce domaga\u0142a si\u0119 klucza; w ko\u0144cu zastawi\u0142a drzwi jednym z\u00a0wolnych \u0142\u00f3\u017cek.<\/p>\n<p>Maria i Charlotte zacz\u0119\u0142y dzieli\u0107 pok\u00f3j numer 209. Ch\u0142opcy zwijali si\u0119 w k\u0142\u0119bek i od razu zasypiali; kobiety siada\u0142y na skraju \u0142\u00f3\u017cek i patrzy\u0142y w okno. Potrafi\u0142y tak tkwi\u0107 nieruchomo do bia\u0142ego rana. Nie rozmawia\u0142y ze sob\u0105.<\/p>\n<p>W jadalni siada\u0142y przy tym samym stoliku, dalej otoczone milczeniem, o kt\u00f3re t\u0142uk\u0142y si\u0119 krzyki, \u015bmiechy i zawodzenia. Jorge \u2013 cho\u0107 m\u0142odszy \u2013 zdawa\u0142 si\u0119 zadowala\u0107 w\u0142asnym \u015bwiatem. K\u0142ad\u0142 si\u0119 na plecach \u2013 gdzie popad\u0142o \u2013 wyci\u0105ga\u0142 r\u0119ce do g\u00f3ry i z\u00a0wielk\u0105 uwag\u0105 przygl\u0105da\u0142 si\u0119 swoim d\u0142oniom. Manoel ci\u0105gn\u0105\u0142 matk\u0119 za r\u0119kaw, kopa\u0142 j\u0105 i gryz\u0142, wspina\u0142 si\u0119 na kolana, usi\u0142owa\u0142 opatuli\u0107 jej ramionami, ale ta mia\u0142a dla niego co najwy\u017cej ruchy mechaniczne, gesty automatu \u2013 w ko\u0144cu ch\u0142opiec zniech\u0119ca\u0142 si\u0119 i szuka\u0142 pieszczot u innych kobiet.<\/p>\n<p>Maria by\u0142a w \u00f3smym miesi\u0105cu i mog\u0142a w ka\u017cdej chwili zacz\u0105\u0107 rodzi\u0107. Prosz\u0119 na ni\u0105 uwa\u017ca\u0107, powiedzia\u0142a mi przez telefon lekarka, kt\u00f3ra si\u0119 ni\u0105 zajmowa\u0142a, to osoba depresyjna. No i urodzi\u0142a drugie dziecko na miesi\u0105c przed czasem. Dwudziestego pierwszego lutego, o pi\u0105tej nad ranem, kto\u015b za\u0142omota\u0142 do drzwi biura i za chwil\u0119 stan\u0119\u0142a w progu Maria, podtrzymuj\u0105c r\u0119kami wielki brzuch. Jej oliwkowa cera przybra\u0142a barw\u0119 popio\u0142u, skurcze b\u00f3lu bieg\u0142y przez twarz. Zawy\u0142a jak zwierz\u0119, zawo\u0142a\u0142a: pomocy, odchodz\u0105 mi wody! Krzycza\u0142a kiedy wystukiwa\u0142em numer pogotowia, wo\u0142a\u0142a deus i mama, kiedy rozmawia\u0142em z\u00a0lekarzem. Niech pan jej powie, \u017ceby nie par\u0142a. Zaraz b\u0119dziemy.<\/p>\n<p>Karetka przyjecha\u0142a w ostatniej chwili; dziecko wypad\u0142o wprost na r\u0119ce lekarza. Ch\u0142opczyk, powiedzia\u0142 lekarz. Manoel i Jorge kopali przez ten czas w drzwi i krzyczeli w \u015bpiewnym j\u0119zyku. Matk\u0119 i dziecko, zawini\u0119te w\u00a0z\u0142ot\u0105 foli\u0119, poniesiono do karetki na noszach. Ch\u0142opcy pobiegli za nimi. Maria uchyli\u0142a r\u0105bek folii, \u017ceby im pokaza\u0107 braciszka. Ale\u017c on brudny, powiedzia\u0142 Manoel.<\/p>\n<p>Na podw\u00f3rko wjecha\u0142 samoch\u00f3d policyjny, niebieskie renault, z\u00a0kt\u00f3rego wysiad\u0142a ma\u0142a blondynka w mundurze. Ch\u0142opcy natychmiast stracili zainteresowanie karetk\u0105 i podeszli do policjantki. Jorge dotkn\u0105\u0142 palcem czarnej kabury z\u00a0pistoletem.<\/p>\n<p>\u2013 Mog\u0119 si\u0119 nim pobawi\u0107?<\/p>\n<p>Policjantka roze\u015bmia\u0142a si\u0119.<\/p>\n<p>\u2013 Tym raczej nie. Ale tam, dok\u0105d was zabior\u0119, jest pe\u0142no zabawek. Pistolety te\u017c s\u0105.<\/p>\n<p>Po \u015bniadaniu przysz\u0142a do biura Fatima, o kt\u00f3rej m\u00f3wiono, \u017ce odczynia uroki. Ciesz si\u0119, powiedzia\u0142a. Na dom, w kt\u00f3rym urodzi si\u0119 dziecko, sp\u0142ywa baraka, b\u0142ogos\u0142awie\u0144stwo.<\/p>\n<p>Dwa dni p\u00f3\u017aniej rozdzwoni\u0142 si\u0119 w biurze telefon. Tu m\u00f3wi Maria, rozbrzmia\u0142 g\u0142os. Zostawi\u0142am na \u0142\u00f3\u017cku torb\u0119 z\u00a0lekarstwami, czy kto\u015b m\u00f3g\u0142by je przywie\u017a\u0107\u00a0do szpitala?<\/p>\n<p>W pokoju 209 Charlotte siedzia\u0142a nieruchomo na \u0142\u00f3\u017cku.<\/p>\n<p>\u2013 Nie widzia\u0142a\u015b reklam\u00f3wki, kt\u00f3r\u0105 zostawi\u0142a Maria?<\/p>\n<p>Charlotte wyci\u0105gn\u0119\u0142a palec, pokazuj\u0105c na torb\u0119 z napisem Tati schowan\u0105 pod \u0142\u00f3\u017ckiem. W \u015brodku by\u0142y pude\u0142eczka z\u00a0lekarstwami. Wyci\u0105gn\u0105\u0142em pierwsze: Retrovir 250 mg g\u00e9lule bo\u00eete de 40. Ta m\u0142oda, pi\u0119kna kobieta jest chora na AIDS! Charlotte musia\u0142a co\u015b poczu\u0107 \u2013 obr\u00f3ci\u0142a si\u0119 ku mnie:<\/p>\n<p>\u2013 Co\u015b si\u0119 sta\u0142o?<\/p>\n<p>\u2013 Maria zostawi\u0142a lekarstwa. Jad\u0119 do szpitala.<\/p>\n<p>\u2013 Pojad\u0119 z\u00a0tob\u0105.<\/p>\n<p>Szpital by\u0142 bia\u0142y, d\u0142ugi, w\u0105ski, \u015bci\u0119ty z\u00a0obu stron na jednym ko\u0144cu. Ma\u0142e okienka na parterze przypomina\u0142y iluminatory. Wygl\u0105da\u0142 jak statek gotowy wyruszy\u0107 w rejs.<\/p>\n<p>Maria le\u017ca\u0142a sama w pokoju na ko\u0144cu korytarza. Na oddziale panowa\u0142a cisza. Pok\u00f3j sk\u0105pany by\u0142 w niebieskiej po\u015bwiacie, okna zas\u0142ania\u0142y kremowe story, nikiel i chrom rzuca\u0142y b\u0142yskawice, w k\u0105cie migota\u0142 monitor. W zdumiewaj\u0105co kolorowym \u0142\u00f3\u017ceczku spa\u0142o niemowl\u0119, przykryte niebieskim kocykiem. Ch\u0142opczyk mia\u0142 spiczast\u0105 czaszk\u0119 i bardzo bia\u0142\u0105 cer\u0119. Zdawa\u0142 si\u0119 u\u015bmiecha\u0107 przez sen.<\/p>\n<p>Charlotte przykucn\u0119\u0142a przy \u0142\u00f3\u017cku i zacz\u0119\u0142a g\u0142aska\u0107 d\u0142o\u0144 Marii. Po\u0142o\u017cy\u0142em torb\u0119 z\u00a0lekarstwami na krze\u015ble.<\/p>\n<p>\u2013 Jak si\u0119 pani czuje?<\/p>\n<p>\u2013 Wszystko tak szybko posz\u0142o. Podobnie by\u0142o z\u00a0Jorge. Jecha\u0142am taks\u00f3wk\u0105 do szpitala w Lizbonie i zacz\u0119\u0142am traci\u0107 wody. Urodzi\u0142 si\u0119 w samochodzie, na dziedzi\u0144cu szpitala. Z\u00a0Manoelem by\u0142o trudno, rodzi\u0142am przez dwa dni. Ci\u0119\u017cko by\u0107 samej.<\/p>\n<p>\u2013 Wybra\u0142a mu pani imi\u0119?<\/p>\n<p>\u2013 Andrea. \u0141adne, prawda?<\/p>\n<p>\u2013 Pi\u0119kne \u2013 powiedzia\u0142a Charlotte.<\/p>\n<p>Poszed\u0142em do pokoju piel\u0119gniarek. T\u0119gawa brunetka w okularach zapisywa\u0142a co\u015b w zeszycie.<\/p>\n<p>\u2013 Jak d\u0142ugo zostanie tu pani De La Rosa?<\/p>\n<p>\u2013 Kr\u00f3ciutko. Nie ma \u017cadnych papier\u00f3w.<\/p>\n<p>\u2013 Nie m\u00f3wi\u0142a, co si\u0119 dzieje z\u00a0jej dzie\u0107mi?<\/p>\n<p>\u2013 M\u00f3wi\u0142a \u2013 wszystko w porz\u0105dku. Ale wi\u0119cej si\u0119 z\u00a0nimi nie zobaczy.<\/p>\n<p>\u2013 Dlaczego?<\/p>\n<p>\u2013 Oddaje je do adopcji. Nowe te\u017c. Wie pan chyba, \u017ce jest chora na AIDS?<\/p>\n<p>Kiedy wyszli\u015bmy na ulic\u0119, rozwar\u0142a si\u0119 nad nami czarna chmura i oboje szybko podnie\u015bli\u015bmy twarze ku niebu, \u017ceby wszyscy zrozumieli, \u017ce to deszcz sp\u0142ywa nam po policzkach.<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<h3><\/h3>\n<h3><a name=\"_Toc275768357\"><\/a><strong>Medycyna<\/strong><\/h3>\n<p>W maju, w porze kwitnienia kasztan\u00f3w, zmierzchy stawa\u0142y si\u0119 coraz bardziej tajemnicze. Filtruj\u0105ce si\u0119 przez zielone li\u015bcie i bia\u0142o-r\u00f3\u017cowe kwiaty \u015bwiat\u0142o rozpina\u0142o nad ziemi\u0105 sie\u0107 dr\u017c\u0105cej po\u015bwiaty, w kt\u00f3rej wi\u0119z\u0142y wszelkie pospieszne my\u015bli. Nastawa\u0142 czas zadumy. Tak\u0105 por\u0105 wychodzi\u0142y z\u00a0cienia za\u015bwiaty i przypomina\u0142y o swym istnieniu.<\/p>\n<p>Zacz\u0119\u0142o si\u0119 od pro\u015bby o porad\u0119: synek Abdelkadera, jednego z\u00a0Braci, od paru dni uporczywie kaszla\u0142.<\/p>\n<p>\u2013 Dlaczego nie p\u00f3jdziesz z\u00a0nim do lekarza? \u2013 spyta\u0142 Hacem, znany ze swego sceptycyzmu.<\/p>\n<p>\u2013 Do lekarza? Nie my\u015blisz chyba, \u017ce powierz\u0119 mego syna tutejszym lekarzom. Lecz\u0119 go zio\u0142ami. Ale nie byle jakimi zio\u0142ami \u2013 tylko takimi, jakie przepisze prawdziwy marabut. Nie\u0142atwo na takiego trafi\u0107; wi\u0119kszo\u015b\u0107 to szarlatani i oszu\u015bci. Je\u017cd\u017c\u0119 na pchli targ, na Clignancourt, tam jeszcze s\u0105.<\/p>\n<p>\u2013 Ale je\u017celi to co\u015b powa\u017cnego? \u2013 upiera\u0142 si\u0119 Hacem.<\/p>\n<p>\u2013 Pos\u0142uchaj. Kiedy mia\u0142em dziesi\u0119\u0107 lat, p\u0119k\u0142 mi b\u0119benek w uchu od nurkowania. Matka zaprowadzi\u0142a mnie do jednego marabuta, potem do drugiego \u2013 nic z\u00a0tego. Dopiero jeden lekarz mnie uratowa\u0142. Ale to by\u0142o w Algierii, no i to by\u0142 \u017byd. \u017bydzi wiedz\u0105 wszystko. Potrafi\u0105 wezwa\u0107 na pomoc dobre si\u0142y i zwalcza\u0107 z\u0142e, wiedz\u0105, jak rozmawia\u0107 z\u00a0duchami. Duchy s\u0105 wsz\u0119dzie.<\/p>\n<p>Niebo podbieg\u0142o czerwieni\u0105, z\u00a0ob\u0142ok\u00f3w wy\u0142oni\u0142y si\u0119 dwa smoki i stan\u0119\u0142y do walki.<\/p>\n<p>\u2013 Naj\u0142atwiej zobaczy\u0107 je w miejscach, gdzie jest du\u017co krwi \u2013 powiedzia\u0142 Kacer. \u2013 Na przyk\u0142ad w rze\u017aniach. Wejdziesz do takiej rze\u017ani o \u015bwicie, a tam, w samym \u015brodku, siedzi duch ubrany na bia\u0142o.<\/p>\n<p>\u2013 Tak \u2013 skin\u0105\u0142 g\u0142ow\u0105 Abdelkader \u2013 \u017bydzi znaj\u0105 wszystkie odmiany magii: zakl\u0119cia, tajemnicze s\u0142owa, kt\u00f3re zapisuj\u0105 na karteczkach. Kiedy wystawisz takie s\u0142owo na pierwsze promienie s\u0142o\u0144ca, wszystkie demony uciekaj\u0105 i choroba znika. Takich lekarzy tu nie znajdziesz. A wiecie dlaczego?<\/p>\n<p>Wszyscy zamienili si\u0119 w s\u0142uch, tylko Hacem podni\u00f3s\u0142 si\u0119 i odszed\u0142, pogwizduj\u0105c.<\/p>\n<p>\u2013 Bo nie ma dla nich miejsca w dzisiejszym \u015bwiecie. Ludzie przestali wierzy\u0107, przestali si\u0119 modli\u0107, zrobili si\u0119 cyniczni. Uwierzyli w technik\u0119. I co im po technice? Je\u015bli cz\u0142owiek nie ma zasad moralnych, to i technika mu nie pomo\u017ce.<\/p>\n<p>Zapad\u0142a cisza, a\u017c Faycal podni\u00f3s\u0142 r\u0119k\u0119 i odchrz\u0105kn\u0105\u0142:<\/p>\n<p>\u2013 Lekarze na niczym si\u0119 nie znaj\u0105! Pos\u0142uchajcie, opowiem wam prawdziw\u0105\u00a0histori\u0119. M\u00f3j wujek zna\u0142 kiedy\u015b pewnego Francuza, milionera z\u00a0Bordeaux, kt\u00f3rego jedenastoletnia c\u00f3rka ci\u0119\u017cko zachorowa\u0142a. Lekarze skazali j\u0105 na \u015bmier\u0107. Le\u017ca\u0142a w domu pod kropl\u00f3wk\u0105, wsz\u0119dzie sta\u0142y aparaty medyczne. Powsadzali jej rurki gdzie si\u0119 da\u0142o, piel\u0119gniarki zmienia\u0142y si\u0119, co chwila przychodzili nowi lekarze\u2026 Pewnego dnia m\u00f3j wujek powiedzia\u0142 mu, \u017ce zna marabuta w Tours, kt\u00f3ry jest prawdziwym uzdrowicielem. Francuz zacz\u0105\u0142 go b\u0142aga\u0107, by ten za\u0142atwi\u0142 mu spotkanie. Wsiedli w citro\u00ebna DS Palace \u2013 m\u00f3wi\u0119 o tym, \u017ceby\u015bcie wiedzieli, ile Francuz mia\u0142 forsy; w ko\u0144cu taki citro\u00ebn to by\u0142 wtedy samoch\u00f3d prezydencki \u2013 no i jad\u0105 do Tours. Marabut powiedzia\u0142, \u017ce chce zobaczy\u0107 dziewczynk\u0119, i pojechali do Bordeaux. Gdy tylko wszed\u0142 do pokoju, powiedzia\u0142 piel\u0119gniarkom: prosz\u0119 wyj\u0105\u0107 wszystkie rurki, od\u0142\u0105czy\u0107 chor\u0105 od aparat\u00f3w i wyj\u015b\u0107! Piel\u0119gniarki wezwa\u0142y lekarza, kt\u00f3ry, dla w\u0142asnej ciekawo\u015bci, m\u00f3wi: dobrze, zgadzam si\u0119, ale niech marabut podpisze, \u017ce bierze ca\u0142kowit\u0105 odpowiedzialno\u015b\u0107 za to, co si\u0119 stanie. Marabut za\u017c\u0105da\u0142, by zostawiono go sam na sam z\u00a0chor\u0105. Kiedy wyszed\u0142, zwr\u00f3ci\u0142 si\u0119 do ojca: noc\u0105 p\u00f3jdzie pan piechot\u0105\u00a0 na cmentarz i wykopie z\u00a0ziemi szkielet, z\u00a0kt\u00f3rego we\u017amie pan dwie kostki \u015br\u00f3dstopia. Ja tu zaczekam. Ojciec wzi\u0105\u0142 szpadel i ruszy\u0142 o p\u00f3\u0142nocy przez miasto. Kiedy wr\u00f3ci\u0142 z\u00a0kostkami, marabut wyj\u0105\u0142 z\u00a0kieszeni p\u0119dzelek i flakonik z\u00a0czarnym p\u0142ynem i pokry\u0142 kostki magicznymi znakami. Nast\u0119pnie zanurzy\u0142 je w naczyniu z\u00a0wod\u0105 i po godzinie m\u00f3wi do ojca: niech pan dok\u0142adnie obmyje ca\u0142e cia\u0142o dziewczynki \u015bwi\u0119t\u0105 wod\u0105 \u2013 z\u00a0zewn\u0105trz i wewn\u0105trz: pochw\u0119, odbyt, usta, nozdrza. C\u00f3rka pa\u0144ska b\u0119dzie strasznie cierpie\u0107 przez tydzie\u0144, a potem ozdrowieje. I tak si\u0119 sta\u0142o. Si\u00f3dmego dnia dziewczynka zwymiotowa\u0142a wszystko, co mia\u0142a w \u015brodku \u2013 w\u0142osy, \u015bluz i te rzeczy, potem wsta\u0142a, otworzy\u0142a drzwi i zawo\u0142a\u0142a: mamo, tato, gdzie jeste\u015bcie? Francuz powiedzia\u0142 marabutowi: jestem bogatym cz\u0142owiekiem, je\u015bli chcesz, bierz samoch\u00f3d w zamian za to, co uczyni\u0142e\u015b. Zrobi\u0142em to dla Boga, odpar\u0142 marabut, a nie dla pieni\u0119dzy. Je\u015bli jednak chce mi pan ofiarowa\u0107 samoch\u00f3d, nie b\u0119d\u0119 si\u0119 sprzeciwia\u0107 pa\u0144skiej woli\u2026 Takich ludzi jak ten marabut naj\u0142atwiej spotka\u0107 przy \u017ar\u00f3d\u0142ach i nad strumieniami, gdzie ch\u0119tnie gromadz\u0105 si\u0119 duchy.<\/p>\n<p>\u2013 Co za bajki \u2013 powiedzia\u0142 Hacem, kt\u00f3ry wr\u00f3ci\u0142 z\u00a0jadalni.<\/p>\n<p>\u2013 Wiesz co si\u0119 dzieje po \u015bmierci z\u00a0niewierz\u0105cymi? \u2013 spyta\u0142 Abdelkader. \u2013 Pos\u0142uchaj. Kiedy pogrzebie si\u0119 takiego niedowiarka, anio\u0142 przychodzi na jego gr\u00f3b, uderza we\u0144 lask\u0105 i wtedy niewierny zaczyna tak strasznie krzycze\u0107, \u017ce wszyscy pochowani na cmentarzu zaczynaj\u0105 trz\u0105\u015b\u0107 si\u0119 ze strachu. Wszyscy nieboszczycy: \u015bwie\u017ce trupy i szkielety tak si\u0119 trz\u0119s\u0105, \u017ce od tego ziemi\u0105 p\u0119ka, rozwiera si\u0119 pod niedowiarkiem i ten spada prosto do piek\u0142a.<\/p>\n<p>&nbsp;<\/p>\n<p>\u00a9 Roman Gren<\/p>\n<p>Redakcja do\u0142o\u017cy\u0142a wszelkich stara\u0144 w celu uzyskania praw autorskich do tekst\u00f3w. W\u0142a\u015bcicieli praw autorskich prosimy o kontakt.<\/p>\n<p><a href=\"#_ftnref1\" name=\"_ftn1\">[1]<\/a> Griot \u2013 zachodnioafryka\u0144ski rytualny poeta i pie\u015bniarz, przechowuj\u0105cy ustn\u0105 tradycj\u0119 swojego plemienia lub osady i powa\u017cany w spo\u0142eczno\u015bci jako wyraziciel m\u0105dro\u015bci pokole\u0144.<\/p>","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Ciastka Dobieg\u0142 ko\u0144ca ulubiony program bezdomnych Qui veut gagner des millions, jadalnia zacz\u0119\u0142a pustosze\u0107. Zosta\u0142o z dziesi\u0119\u0107 os\u00f3b drzemi\u0105cych na krzes\u0142ach. Szefie, odezwa\u0142 si\u0119 nagle Boullay, nie zosta\u0142o nic z kolacji? Zajrza\u0142em do lod\u00f3wki, nic ciekawego: buraki i sur\u00f3wka z selera, kt\u00f3rych nikt nie chcia\u0142 je\u015b\u0107. Za to w dolnym pojemniku kry\u0142a si\u0119 reklam\u00f3wka zawi\u0105zana [&hellip;]<\/p>","protected":false},"author":3,"featured_media":2500,"comment_status":"open","ping_status":"open","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":[],"categories":[150],"tags":[],"yoast_head":"<!-- This site is optimized with the Yoast SEO plugin v16.6.1 - https:\/\/yoast.com\/wordpress\/plugins\/seo\/ -->\n<meta name=\"robots\" content=\"index, follow, max-snippet:-1, max-image-preview:large, max-video-preview:-1\" \/>\n<link rel=\"canonical\" href=\"https:\/\/rozstaje.art\/en\/schronisko-wybrane-rozdzialy\/\" \/>\n<meta property=\"og:locale\" content=\"en_GB\" \/>\n<meta property=\"og:type\" content=\"article\" \/>\n<meta property=\"og:title\" content=\"Schronisko (wybrane rozdzia\u0142y) - Rozstaje\" \/>\n<meta property=\"og:description\" content=\"Ciastka Dobieg\u0142 ko\u0144ca ulubiony program bezdomnych Qui veut gagner des millions, jadalnia zacz\u0119\u0142a pustosze\u0107. Zosta\u0142o z dziesi\u0119\u0107 os\u00f3b drzemi\u0105cych na krzes\u0142ach. Szefie, odezwa\u0142 si\u0119 nagle Boullay, nie zosta\u0142o nic z kolacji? Zajrza\u0142em do lod\u00f3wki, nic ciekawego: buraki i sur\u00f3wka z selera, kt\u00f3rych nikt nie chcia\u0142 je\u015b\u0107. Za to w dolnym pojemniku kry\u0142a si\u0119 reklam\u00f3wka zawi\u0105zana [&hellip;]\" \/>\n<meta property=\"og:url\" content=\"https:\/\/rozstaje.art\/en\/schronisko-wybrane-rozdzialy\/\" \/>\n<meta property=\"og:site_name\" content=\"Rozstaje\" \/>\n<meta property=\"article:published_time\" content=\"2021-04-08T14:15:37+00:00\" \/>\n<meta property=\"article:modified_time\" content=\"2021-04-15T13:20:50+00:00\" \/>\n<meta property=\"og:image\" content=\"https:\/\/rozstaje.art\/wp-content\/uploads\/2021\/04\/large_Schronisko.jpg\" \/>\n\t<meta property=\"og:image:width\" content=\"380\" \/>\n\t<meta property=\"og:image:height\" content=\"595\" \/>\n<meta name=\"twitter:card\" content=\"summary_large_image\" \/>\n<meta name=\"twitter:label1\" content=\"Estimated reading time\" \/>\n\t<meta name=\"twitter:data1\" content=\"33 minutes\" \/>\n<script type=\"application\/ld+json\" class=\"yoast-schema-graph\">{\"@context\":\"https:\/\/schema.org\",\"@graph\":[{\"@type\":\"WebSite\",\"@id\":\"https:\/\/rozstaje.art\/#website\",\"url\":\"https:\/\/rozstaje.art\/\",\"name\":\"Rozstaje\",\"description\":\"Portal literacki\",\"potentialAction\":[{\"@type\":\"SearchAction\",\"target\":{\"@type\":\"EntryPoint\",\"urlTemplate\":\"https:\/\/rozstaje.art\/?s={search_term_string}\"},\"query-input\":\"required name=search_term_string\"}],\"inLanguage\":\"en-GB\"},{\"@type\":\"ImageObject\",\"@id\":\"https:\/\/rozstaje.art\/schronisko-wybrane-rozdzialy\/#primaryimage\",\"inLanguage\":\"en-GB\",\"url\":\"https:\/\/rozstaje.art\/wp-content\/uploads\/2021\/04\/large_Schronisko.jpg\",\"contentUrl\":\"https:\/\/rozstaje.art\/wp-content\/uploads\/2021\/04\/large_Schronisko.jpg\",\"width\":380,\"height\":595},{\"@type\":\"WebPage\",\"@id\":\"https:\/\/rozstaje.art\/schronisko-wybrane-rozdzialy\/#webpage\",\"url\":\"https:\/\/rozstaje.art\/schronisko-wybrane-rozdzialy\/\",\"name\":\"Schronisko (wybrane rozdzia\\u0142y) - Rozstaje\",\"isPartOf\":{\"@id\":\"https:\/\/rozstaje.art\/#website\"},\"primaryImageOfPage\":{\"@id\":\"https:\/\/rozstaje.art\/schronisko-wybrane-rozdzialy\/#primaryimage\"},\"datePublished\":\"2021-04-08T14:15:37+00:00\",\"dateModified\":\"2021-04-15T13:20:50+00:00\",\"author\":{\"@id\":\"https:\/\/rozstaje.art\/#\/schema\/person\/470d44f8eabc12d9b5a6cee9926ea39d\"},\"breadcrumb\":{\"@id\":\"https:\/\/rozstaje.art\/schronisko-wybrane-rozdzialy\/#breadcrumb\"},\"inLanguage\":\"en-GB\",\"potentialAction\":[{\"@type\":\"ReadAction\",\"target\":[\"https:\/\/rozstaje.art\/schronisko-wybrane-rozdzialy\/\"]}]},{\"@type\":\"BreadcrumbList\",\"@id\":\"https:\/\/rozstaje.art\/schronisko-wybrane-rozdzialy\/#breadcrumb\",\"itemListElement\":[{\"@type\":\"ListItem\",\"position\":1,\"name\":\"Strona g\\u0142\\u00f3wna\",\"item\":\"https:\/\/rozstaje.art\/\"},{\"@type\":\"ListItem\",\"position\":2,\"name\":\"Schronisko (wybrane rozdzia\\u0142y)\"}]},{\"@type\":\"Person\",\"@id\":\"https:\/\/rozstaje.art\/#\/schema\/person\/470d44f8eabc12d9b5a6cee9926ea39d\",\"name\":\"Maciej Piotrowski\",\"image\":{\"@type\":\"ImageObject\",\"@id\":\"https:\/\/rozstaje.art\/#personlogo\",\"inLanguage\":\"en-GB\",\"url\":\"https:\/\/secure.gravatar.com\/avatar\/3f2f7aaf8eb09dbcecbcc318cd89460e?s=96&d=mm&r=g\",\"contentUrl\":\"https:\/\/secure.gravatar.com\/avatar\/3f2f7aaf8eb09dbcecbcc318cd89460e?s=96&d=mm&r=g\",\"caption\":\"Maciej Piotrowski\"},\"url\":\"https:\/\/rozstaje.art\/en\/author\/maciek\/\"}]}<\/script>\n<!-- \/ Yoast SEO plugin. -->","_links":{"self":[{"href":"https:\/\/rozstaje.art\/en\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/2489"}],"collection":[{"href":"https:\/\/rozstaje.art\/en\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/rozstaje.art\/en\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/rozstaje.art\/en\/wp-json\/wp\/v2\/users\/3"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/rozstaje.art\/en\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=2489"}],"version-history":[{"count":12,"href":"https:\/\/rozstaje.art\/en\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/2489\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":2513,"href":"https:\/\/rozstaje.art\/en\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/2489\/revisions\/2513"}],"wp:featuredmedia":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/rozstaje.art\/en\/wp-json\/wp\/v2\/media\/2500"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/rozstaje.art\/en\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=2489"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/rozstaje.art\/en\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=2489"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/rozstaje.art\/en\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=2489"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}